timmermans



share

Jest takie określenie dla smaku potraw i stanu ducha, które będę zmuszony sparafrazować, aby wstępnie ocenić komentarze opozycji po sukcesie Polski. Nie słodko-kwaśny, ale irytująco-zabawny. Dla polityków opozycji był to jeden z bardziej czarnych dni , wszystko przygotowano pod „narrację”, że Polska nie ma żadnego znaczenia w Europie, jest skłócona ze wszystkimi i nikt nas nie dopuszcza do stołu. I nagle cały misterny plan poszedł… sobie gdzieś. Wtedy na szybko geniusze z opozycji wypluli z siebie irytująco-zabawną opowiastkę o tym, że PiS przegrał, bo zamiast Holendra wybrał Niemkę. Przyznaję, że mnie to tylko przez chwilę irytowało, potem ubawiłem się do łez.



share

Rozpoczął się mój ulubiony skecz, całe tabuny ekspertów i dziennikarzy, notorycznie mylących pozew, czyli prawo cywilne, z aktem oskarżenia, czyli prawo karne, zajęły się „bombą atomową” odpaloną przez Komisję Europejską. Jest to jeden z tych skeczów, w których przymiotniki zastępują artykuły i paragrafy. Czego to się człowiek nie naczyta: gigantyczne, precedensowe, dramatyczne, tragiczne, potężne i w końcu atomowe uderzenie w Polskę. Jak mantrę ignoranci i propagandyście powtarzają też inne „atomowe” słowo – sankcje!



share

Nic nie poradzę, muszę się podzielić pierwszym wrażeniem, jakie miałem po pierwszym medialnym spotkaniu z Fransem Timmermansem, brukselskim traktorzystą, który poczuł się kierownikiem całego PGR-u. Na tym samym oddechu przepraszam wszystkich traktorzystów, których szanuję, bo to ciężka praca, ale wiadomo o co chodzi. Jest taki szczególny archetyp tej profesji, mianowicie pan w „beretce” z atenką, odziany w siatkowy podkoszulek, drelichowe spodnie i nieodłączne gumiaki. Cała ta „stylówa” też mi niespecjalnie przeszkadza, pamiętam dziadka z lat dzieciństwa i wyglądał bardzo podobnie. Syndrom traktorzysty, którego mam na myśli zaczyna się dopiero wówczas, gdy rzeczony „bierze się za robotę”.

Strony