taśmy



share

Nadużywane i zmęczone zdanie: „w normalnym kraju byłby skandal i poleciałby głowy” właśnie dlatego jest zmęczone, że poza gadaniem nic się nie dzieje. Tym razem jest jeszcze gorzej, bo nawet się nikomu gadać i pisać nie chce o ujawnionej przez Cezarego Gmyza taśmie, na której gaworzą sobie Wojtunk z Bieńkowską. Szef CBA poinformował byłą wicepremier rządu RPIII, że słynną budkę przed ruską ambasadą, na polecenie ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, podpalili oficerowie CBŚ. Pogadali sobie i rozeszli się, a ze sprawą kompletnie nic się nie dzieje. Na ostatniej prostej kampanii wyborczej w USA, Niemczech, czy we Francji taka bomba wysadziłaby w powietrze cały rząd i popieranego przez rząd kandydata na prezydenta. W Polsce trudno się w ogóle doszukać jakiejkolwiek informacji i to nie tylko w mediach głównego nurtu, ale w publikacjach tak zwanych niepokornych.



share

Cezary Gmyz jest jednym z nielicznych dziennikarzy śledczych, którzy dbają o czystość i pierwotną etymologię wyśmiewanej zbitki słów. Stary wyga, nie jedno widział, nie jeden dostał cynk i nie podnieca się byle plewami, a wiem o tym między innymi z prywatnej korespondencji. Dlatego mogę powtórzyć zdanie wyrażone w 140 znakach na Twitterze. Skoro Cezary Gmyz pisze o tym, jak wygląda śledztwo w sprawie taśm , to znaczy, że tak właśnie wygląda. I dalej wnioski są naprawdę przerażające, chociaż przy całym szacunku dla Gmyza, dość oczywiste. Dla mnie i wielu innych oszołomów było jasne, że towarzycho jest zbiorem kukiełek, a większość oszołomów domyślała się również, że kukły są szantażowane, ale po artykule Gmyza domysły znikają, bo nastała pewność. Żyjemy w kraju, którym rządzą gówniarze trzymani za zegarki po 30 tysięcy i taśmy nagrane przez tanie panienki.



share

Zostało dwa tygodnie grillowania, popijania piwa z okazji dni miast i gmin, no i tradycyjnie laba zakończy się dożynkami. Od września kampania, dzieci do szkoły, dorośli do roboty, politycy na bilbordy. Z tą ostatnią koniecznością chciałbym się zmierzyć po raz nie wiem, który. Afery taśmowej wbrew panice, momentami również mojej, nie dało się i prawdopodobnie nie da się pozamiatać. Najcięższy kaliber broni trafił Tuska z ekipą, który nazywa się pop kultura. Upieram się od niepamiętnych czasów, że jakiekolwiek poważne zarzuty wobec władzy, takie jak: zdrada stanu, kradzież emerytur, złodziejstwo, seryjne samobójstwa i budowa autostrady 5 razy droższej od niemieckiej, nie robią na suwerenie wrażenia. Do głowy wyborcy docierają proste komunikaty i Bogu dziękować takich, w końcu, dostarczyły taśmy od przyjaciół Sowy. Popkultura to zjawisko zabójcze i działa na kilku płaszczyznach.

Strony