symbolika



share

W trakcie kampanii byłem jednym z najgłośniej krzyczących i apelujących o to, by zachować wyjątkową powściągliwość i wręcz udawać naiwnych. Stanowczo sprzeciwiałem się porywczym pomysłom i nawoływaniom do ujawniania aneksu z raportu WSI, czy angażowania Prezydenta Andrzeja Dudę w miesięcznice smoleńskie. Opłaciło się, twardych dowodów na to nie ma, ale chyba mało kto będzie twierdził, że ta technika operacyjna nie przyczyniła się do zwycięstwa. Tak było na wojnie, gdzie strategia i mylenie przeciwnika są nieodzowne, ale widzę, że cała masa zwolenników i nawet polityków PiS ciągle nie wyszła z okopów. Pojawił się przedziwny syndrom, skomplikowany psychologicznie, chociaż znany, zwłaszcza w Polsce od lat. Ludzie się boją zwycięstwa i już zaczynają myśleć o nieuchronnej porażce. Przykro mi to pisać, ale takie zachowanie jest charakterystyczne dla mentalnych niewolników albo bitej żony.



share

Mądrej głowie dość dwie słowie, durnemu referatu mało! Cała dyskusja wokół Pomnika Smoleńskiego, jak większość tego typu „debat” toczy się wokół politycznych sympatii i antypatii i jest niczym innym tylko zawłaszczeniem przestrzeni. Przedłużanie tej jałowej szarpaniny nie ma sensu, pora postawić sprawy jasno. Nie ma żadnego przypadku w wojennych rytuałach, narody, które podbijały inne państwa zawsze zaczynały od strącania sztandarów pokonanych i zatknięcia własnej chorągwi. W 1939 roku Warszawę obsrały niemieckie swastyki, w 1945 radzieckie gwiazdy. Dziś powiewają tęczowe kalesony Bęgowskiego i gwiaździsta flaga internacjonalistycznej Europy. Blokowanie i histeryczne reakcje na wszelkie pomysły dotyczące Smoleńska, czy Bitwy Warszawskiej, są naturalną konsekwencją wojny o symbole. Przez 5 lat w haniebnych warunkach opluwani są ludzie, którzy zostali wystawieni radzieckim bandytom pod lufy i mówię zarówno o bohaterach z 1920 roku, jak i zmasakrowanych w 2010.



share

Często słyszę pytanie odnoszące się do mojego rzekomego masochizmu. Jak możesz wytrzymać z TVN24, 24 na dobę? Mogę, z bardzo prostego powodu, to jest naprawdę sprawna stacja informacyjna, ale po pierwsze trzeba ją oglądać w czasie najniższej oglądalności, a po drugie trzeba patrzeć na materiały źródłowe i broń Panie Boże nie wsłuchiwać się w komentarze fachowców, chociaż i to jest cenne, jednak wymaga wyższej szkoły jazdy. W dzisiejszym programie „Kwa na ławę” dowiedziałem się, że Stadion Narodowy gwizdał dwa razy. Naturalnym odruchem została wygwizdana reprezentacja Polski, natomiast dużo wcześniej wygwizdano pojawiającego się na telebimie Donalda Tuska. Pierwszego zjawiska nie ma sensu komentować, każdy widział jak było, a kto nie widział ten szczęśliwy. Drugie zjawisko widzieli tylko zgromadzeni na stadionie kibice. Po informacji Rymanowskiego pamięć sama galopuje w stronę śp.

Strony