Stuhr



share

Powinienem założyć taki cykl felietonów, według znanej wojskowej tradycji, codziennie odcinać centymetr z metra krawieckiego i wrzucać nie do zupy, ale na ekran komputera. Byłoby to odliczanie końca obłędu, chociaż nie, końca na pewno nie będzie, ale przynajmniej zamknięcie pewnego etapu obłędu. Do wyborów zostało 12 dni, kampania medialna nadal nie istnieje i jedynie PiS jeździ od gminy do gminy, prezentując swój program. Widzą to wszystko starzy peerelowscy obrońcy demokracji ludowej i nieco młodsi uczniowie tych obrońców, no i dostają na głowę. Dostają albo i nie, chyba trafniejsza interpretacja jest taka, że pokazują swoją prawdziwą gębę, żeby było tak bardziej artystycznie i po gombrowiczowsku.



share

Od dłuższego czasu przeciwstawiam się takim pochopnym i na siłę ambitnym zawołaniom, które podważają sens pisania na tak zwane bieżące tematy. Naiwne to apele i pozbawione znaczenia. Media głównego nurtu układają i długo będą układać top informacyjny, przeciwstawianie się temu nie ma większego sensu. Trzeba podejmować wyzwanie i czyścić szum medialny, bo inaczej szum zagłuszy wszystko co rozsądne i wcale nie przejmie się rozpaczliwymi zabiegami usiłującymi zmienić medialną hierarchię. Świadomość nieuchronności zjawisk nie powinna jednak oznaczać pełnej uległości, dlatego też lubię sobie od czasu do czasu powrócić do tematu, który niegdyś rozpalał dyskusję, zwłaszcza gdy pojawiły się w temacie nowe wątki. Na filmie Pasikowskiego nie pozostawili suchej nitki nie tylko Polacy, którzy nie dali sobie wmówić, że są zbydlęconym narodem o najbardziej brudnych łapach i tępych gębach, jakie można sobie wyobrazić.