rozgrywka



share

Specjalnie nie wdawałbym się w polemikę z ludźmi, którzy twierdzą, że zajmowanie się Platformą Obywatelską przypomina dewiację zwaną nekrofilią. Istnieje jednak druga grupa ludzi, która twierdzi, że PO to jednak ciągle największa obok PiS partia ze strukturami w całej Polsce. Postaram się pogodzić obie strony. Generalnie z PO nic nie będzie, jednoznacznie świadczą o tym kolejne ruchy zmierzające wyłącznie do zachowania garstki ludzi na resztkach tratwy z odpadającymi deskami. Niemniej nic nowego na horyzoncie się nie pojawia i dlatego dopóki się da PO będzie używana do politycznych rozgrywek. Dziś mieliśmy jedną z takich batalii i znów serce roście, bo należy patrzeć na dymisje w warszawskim ratuszu zupełnie inaczej niż z emocjonalnym oburzeniem. Mnie najbardziej zainteresowały dwie rzeczy, po pierwsze to nie prawda, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie podała się do dymisji, jak najbardziej się podała.



share

Nikt nie jest w stanie kontrolować tak potężnych procesów gnilnych i pełnej degrengolady, jakie zachodzą w PO. Między bajki można włożyć, że wszystkie wydarzenia są centralnie sterowane. Akcja toczy się w takim tempie, że każdy próbuje coś uratować, gdzieś się schować, czymś pogrozić lub się odgryźć. Podtrzymuję swoje intuicyjne stanowisko, że w walce bezpieczniackiej swój udział mają poważne służby zza oceanu, ale to tak zwane nadawanie tonu, reszta to rzeczy ulotne, o których jak zwykle nie będziemy nic wiedzieć. Istnieją jednak wyraźne sygnały, które pokazują, że z chaosu wyłania się beneficjent Grzegorz Schetyna. Jego powrót do ścisłej czołówki PO jest wynikiem metodycznej pracy i sprzyjających okoliczności. Pierwszy poważny krok, w kierunku przejęcia PO, Schetyna wykonał tuż po ucieczce Donalda Tuska, kiedy ze wsparciem Bronka objął tekę MSZ. Od tego czasu wszystko, co się dzieje idzie zgodnie z planem lub po myśli Schetyny.



share

Na giełdzie co bardziej nerwowi gracze już obstawiają kto zostanie nowym liderem „wkurzonych” i główne zakłady dotyczą dwóch nazwisk: Kukiz i Stonoga. Od razu się przyznam, że tytuł jest bardzo dużym skrótem. Każdy z wodzów „społecznych” to mimo wszystko inny typ i charakter, ale poszedłem skrótem z jednego konkretnego powodu. Ani Kukiz, ani Stonoga nie będą „właścicielami” 20% głosów. Nie będą też mieli żadnej kontroli nad posłami, którzy pojawią się na listach, co wynika wprost z doświadczeń i wiedzy politycznej, nie tylko w polskich realiach. Mamy etap przejściowy, jeszcze nic się konkretnego nie urodziło, poza jedną kluczową przesłanką. Wiadomo jakie jest zapotrzebowanie i warunki do tworzenia odpowiedniej formacji dla odpowiedniego wyborcy. Magowie pociągający za sznureczki wiedzą, że 20% Polaków zagłosuje na każdego kto „pogoni tę bandę”. W didaskaliach suweren dopisał, że fajny byłby Kukiz, ale w między czasie wyskoczył Stonoga i znów się robi zamieszanie.

Strony