przetargi



share

Pojawiło się kilka faktów pozornie ze sobą nie związanych, ale cóż przeszkadza je połączyć. Zaczęło się jakiś czas temu, od upokarzania Komorowskiego. Tej akcji poświęcono wiele materiału analitycznego, nie ma zatem większego sensu się powtarzać, wystarczy potwierdzić, że grillowanie Bronka miało miejsce. Przyczyny takiego stanu rzeczy, przykrego dla pana Bronisława, były podawane dość zgodnie: wojna w PO i prawdopodobnie naciski ze strony rozmaitych smutnych panów, którzy z taśmami w rękach oczekiwali podpisów pod stosownymi kontraktami. Z hipotezami jest tak, że nie wszystkie wytrzymują próbę czasu, ale ta hipoteza chyba znajduje potwierdzenie, w trzech innych faktach. W USA dyrektor FBI przypomniał o polskiej odpowiedzialności za niemieckie mordowanie Żydów. Początkowo też się zastanawiałem, czy to nie wynika z czystej głupoty i nieuctwa, czego w USA nie brakuje, ale jeszcze przed ujawnieniem kluczowych informacji porzuciłem tę naiwną myśl.



share

Wymądrzałem się tysiące razy na temat strategii i kontrolowania emocji w boju o skuteczny finał dowolnej sprawy. Tyle było we mnie teorii, którą podzieliłem się pisząc setki felietonów. Przyszedł czas, że doradzam sam sobie i to nie jest przejaw skrajnej megalomanii, ale praktyczne zastosowanie teoretycznych wskazówek. Nic z tego „Jurek”, krzycz sobie i rzucaj mięsem na Berdyczów, ja się z „Jurkiem” w kisielu kąpał nie będę, do zobaczenia 26 listopada w Złotoryi, tam gdzie sąd rejonowy „Jurka” na rozprawę zaprosił. Pyskowanie na odległość mnie nie interesuje, zresztą to co krzyczał „Jurek” do blogerów było tak słabe, że w klasztorze Karmelitanek da się usłyszeć ostrzejsze i radośniejsze kawałki. Proces z Jerzym Owsiakiem ma dla mnie jeden najważniejszy aspekt, mianowicie jestem przekonany, że za fasadą coraz bardziej tandetnych spektakli z cyklu światło, dźwięk i parę „kurtyzan” rzuconych dla podtrzymania emocji, kryje się strach Owsiaka. Czego się boi?



share

Pan Donald, który się kończy w mękach na miarę kaźni Azji Tuhajbejowicza, wydaje ostatnie propagandowe jęki i właściwie więcej w tym śmiechu niż współczucia, ale wszelkie reakcje emocjonalne jak zwykle rozpłyną się w propagandzie. Postanowiłem zamiast śmiechu i gwizdów, które po tym żałosnym nabijaniu Donalda na pal same się cisną na usta, wypunktować agonalną propagandę. Najnowsze hasło, którego i pani z KO opiekująca się stalową myszą z Kruszwicy by nie wymyśliła, brzmi: „Nasza porażka jest naszym sukcesem”. Rozkładając propagandę na język ludzki uzyskujemy dwa składniki. Owszem straciliśmy kupę miliardów i to dopiero początek, ale coś za coś, przecież musimy rozpalonym żelazem wypalić korupcję. Średnio zaangażowany obserwator wyczynów partii obywatelskiej doskonale wie ile sukcesów na odcinku wypalania żelazem odniosła partyjna egzekutywa i wystarczy sobie przypomnieć, zapomniany już, Amber Gold, aby wiedzieć co się działo z przetargami na drogi.