Powązki



share

Pierwsze symptomy normalności, Kaczyński znów jest na topie w TVN i GW. Słynna już szarża na Powązkach, ale też na Placu Piłsudskiego przed Pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, nie schodzi z medialnego topu od pięciu dni. Interpretacja zachowania Kaczyńskiego jest jednoznaczna, nawet po stronie „prawych” podniósł się lament i bezlitosne karcenie szefa PiS razem ze swoimi przybocznymi. Jak można tak nieodpowiedzialnie się zachowywać w czasie „pomoru”, gdy cały naród walczy na balkonach, a z powodu 100 dodatkowych pacjentów pod respiratorami, dzielni medycy harują 24/h i ledwie co znajdują czas na nagrywanie wzruszających filmików na Facebooku. Mniej więcej coś podobnego niesie się po Internecie od lewa do prawa.



share

Przy okazji corocznego rytuału – „buczenie na Powązkach”, wzięło i mi się przelało. Ze wszystkich rzeczy na tym łez padole hipokryzji i śmieszności nie cierpię szczególnie. Pamiętam samego siebie, gdy pisałem, że cmentarz to jednak nie jest szczęśliwe miejsce do wyrażania głośnego sprzeciwu. Pamiętam też, że takie zachowania uznawałem za szkodliwe politycznie, ale są zjawiska, które się nasilają i zmieniają punkt widzenia. Obejrzałem jeszcze raz trzy medialne sceny z Powązek. Rzeczywiście w pierwszej sytuacji, gdy wieniec składała łżąca jak z nut Ewa Kopacz razem z urzędniczą świtą, część zgromadzonych zaczęła buczeć i gwizdać. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że to gwizdanie i buczenie nie zostało nagrane kierunkowym mikrofonem, który wychwyciłby pierdnięcie wiewiórki, bo szmery okazały się głośniejsze od wojskowego werbla. W drugiej scenie podły oklaski i tutaj mam poważne wątpliwości dla kogo.



share

Media doniosły, że zabraknie na Powązkach trzech „bohaterów” PRL Walczącego. W kolejności alfabetycznej będziemy musieli przeżyć absencję: Bartoszewskiego, Komorowskiego i Tuska. W głównym nurcie informacja nie wywołała większego ognia, po prawej stronie coś jakby oburzenie dało się zauważyć, a ja patrzę sobie na to oczyma bezstronnego i widzę strach. Cała trójka się boi, chociaż każdy czegoś innego. Komorowski po aferze z taśmami i wiszącej aferze z sekstaśmami, potrzebuje wszystkiego, tylko nie wspólnych fotografii z Donaldem Tuskiem i jego przybocznymi. Sądzę, że obrotowy Bronek podwinąłby ogon i przed Hanną Gronkiewicz-Waltz, bo jemu zależy na białoruskim poziomie zaufania społecznego, tymczasem wojna z Chazanem podzieliła naród na pół. Tusk boi się wszystkiego i wszystkich, nie ma pojęcia, czy i kiedy gruchnie kolejnym skandalem. Przy poparciu na poziomie 25% w Warszawie rozniósłby się gwizd, jakiego dotąd Tusk nie słyszał.