postawa



share

Mateusz Morawiecki zaliczył zimny prysznic w Brukseli i chociaż teraz nie jeden sobie pomyśli, że kieruję się kabotyńską satysfakcją „a nie mówiłem”, to z moimi odczuciami nie ma to nic wspólnego. Wprawdzie niezwykle się cieszę, że ten naiwny, żeby nie powiedzieć głupi, mit założycielski o premierze skrojonym pod światowe potrzeby skończył swój żywot, ale satysfakcję odczuję dopiero po wyciągnięciu wniosków. Cała bajeczka powstała w chaosie, jaki obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach i była nieudolna próbą wyjaśnienia dlaczego partia rządząca zmienia premiera z poparciem 53% na premiera z poparciem 47%.



share

Co bardziej rozemocjonowani obserwatorzy życia publicznego i politycznego tak w Polsce, jak i na świecie, bardzo często mylą role, treść i formę, które są przypisane do poszczególnych aktorów tego wielkiego teatru. Najczęściej oczekiwania są takie, by polityk wygarnął albo „zaorał”, w takim stylu, jaki znamy z wypowiedzi barwnych postaci. Cejrowski, Kowalski, Braun byli i są dla części krytyków polskiej rzeczywistości idealnymi kandydatami na wielkich politycznych przywódców. Tymczasem wyżej wymienieni i owszem mają swoje zalety, ale jako publicyści, przywódcy mniejszych grup zorganizowanych wokół jakiegoś ważnego społecznego tematu, jednak nigdy nie będą pełnić najwyższych funkcji państwowych. Dzieje się tak dlatego, że polityka, wbrew amatorskim i naiwnym ocenom, to gra aktorska, oszukiwanie i ogrywanie przeciwników, a nie szczerość wypisana na twarzy i prostolinijne sformułowania.