POKO



share

Nie widzę, nie słyszę, nie czuje, tyle mam do powiedzenia w kwestii kampanii wyborczej prowadzonej przez opozycyjne partie i formacje „antysystemowe”. Przyglądam się intensywnie polskiej polityce od kilkunastu lat i opisuję, jak umiem, przez cały ten czas. Na podstawie tak bogatego doświadczenia z czystym sumieniem mogę powiedzieć jedno. Nie pamiętam bardziej spokojnej kampanii wyborczej, powiem więcej, gdybym nie wiedział, że taka kampania się toczy, to opisałbym obecny stan rzeczy jako sezon ogórkowy w polityce.



share

POKO rzeczywiście jest na dnie, ale przegrana z „Lewicą” to brednie amatorów, o czym zawiadamiam na samy wstępnie, żeby nie było żadnych złudzeń. Trudno uwierzyć, ale nawet nie w środku kampanii, tylko w finale, bo do 13 października pozostał miesiąc, ciężko znaleźć temat, który nie zanudziłaby Czytelników i piszącego. Nie, wcale nie zaklinam rzeczywistości, tak to naprawdę widzę. Wprawdzie mamy od dwóch dni rytualną szarpaninę pomiędzy „liberałami” i „socjalistami”, w sprawie kolonializmu zwanego „wolnym rynkiem”, ale o tym napisałem już wszystko i z sektami polemizować nie zamierzam. Cóż pozostaje robić, w tak trudnym dla publicysty czasie? W desperacji pobiegłem poczytać, co tam słychać u konkurencji i po pierwszym strzale znalazłem temat.



share

Może, tak stwierdzę już na wstępie i nawet dodam, że to nie jest teoretyczna mrzonka, ale całkiem realny cel w zasiągu reki. Dalej niestety tak różowo nie będzie, ponieważ potrzeba wielu czynników, które taką większość sejmową mogłyby zbudować. Najłatwiej zrozumieć skomplikowaną maszynkę wyborczą, gdy się przeanalizuje naprawdę wyjątkowe wybory z 2015 roku. W jednym krytycy PiS mają rację, nie było dotąd partii, która przy wyniku wyborczym poniżej 40% uzyskałby samodzielną władzę i większość sejmową.

Strony