POKO



share

Od razu się do czegoś przyznam, zostały ostatnie dwa tygodnie do wyborów i szybciej odciąłbym sobie rękę, nogę i jęzor, niż napisał jedno słowo, które mogłoby pomóc „opozycji”. Z pełną premedytacją i być może cynizmem zastawiam obiektywizm w tyle, ponieważ zwycięstwo w wyborach jest celem najważniejszym i świętym. Dlatego w normalnych, a właściwie nienormalnych okolicznościach, jakie mieliśmy jeszcze parę lat temu, robiłbym wszystko, aby o sprawie Banasia zapomnieć, ewentualnie zainteresować opinię publiczną innymi sprawami.



share

Mówiło się i całkiem słusznie, że 8 lat rządów PO, najpierw Tuska, potem Kopacz, cała ta „liberalna” zbieranina przetrwała tylko dzięki PR, czyli propagandzie. Prawda, sama prawda, ale warto pokusić się o małe uzupełnienie. Niektórzy twierdzili, że to była wyższa szkoła marketingu politycznego, mitologizowano i demonizowano też rolę Ostachowicza, uchodzącego za Rasputina na dworze Tuska. Z tym się zgodzić nie mogę, to była bardzo toporna robota, czysty populizm, same atrakcje, które się zawsze publice podobały. Takie hasła, jak kastracja pedofilów, walka z dopalaczami, czy nie róbmy polityki, budujmy mosty, to nic innego, jak polityczne disco polo.



share

W takiej frywolnej i dziecinnej formie obecny proces polityczny można nazwać: „Kto się przezywa, sam się tak nazywa”. Całe lata PO zajmowała się przyklejaniem gęby PiS i przez dłuższy czas im to wychodziło, zresztą w niemałym stopniu zostało do dziś. Co prawda coraz rzadziej się słyszy, że PiS to ciemnogród, ale „Rydzyki” nadal są obecne, podobnie „prawdziwi Polacy” i „prawdziwi katolicy”. Za to praktycznie zniknął odwieczny „argument”, że PiS i szczególnie Kaczyński, nie maja pojęcia o gospodarce. Tak się porobiło, że Giertych z „Gazetą Wyborczą” wypromowali Jarosława Kaczyńskiego na światowej klasy biznesmana, a wyniki gospodarcze po rządami PiS po prostu pozamykały „buzie” tym, którzy się na gospodarce „znają”.

Strony