POKO



share

Zaraz po wyborach europejskich popełniłem profetyczny tekst, w którym zawarłem tezę o rodzącym się systemie dwupartyjnym. Wiele oryginalności i wysiłku intelektualnego w taką diagnozę wkładać nie trzeba, to się praktycznie rodzi na naszych oczach i gołymi oczami da się proces zauważyć. Wiadomo jednak, że największe oczywistości w zdarzeniu z polityką nabierają groteskowych komplikacji. Jeszcze parę chwil temu Biedroń biegał po mediach i krzyczał, że jest nową siłą i żadnych sojuszy z POPiS-em nie będzie, dziś prosi o litość, bo poza systemem dwupartyjnym dokona politycznego żywota.



share

Pierwotnie chciałem jeszcze bardziej podkręcić sensację i napisać, że popieram eutanazję Biedronia, ale boję się Joachima Brudzińskiego i jego postępowań wszczętych z urzędu, dlatego ostrożnie obszedłem się z pałowaniem tej kukły. No i trochę taki nieswój, trochę przygaszony, nieśmiało powtarzam, że Biedronia PiS powinien szanować, a być może w przyszłości wypłacić dywidendę. Lewacki aktywista LGBT podkręcił tempo i wrzucił do debaty publicznej stary, ale zawsze jary temat. Największych degeneratów uznajemy za sól ziemi, ale starych i chorych dobijamy strzałem ze strzykawki w potylicę.



share

W stwierdzeniu, że w tej chwili na czele opozycji stoją ludzie o bardzo przeciętnym potencjale intelektualnym i całkowicie wyzuci z idei, nie ma inwektywy. Taki jest stan rzeczy, który zresztą w przypływach szczerości potwierdzają najwięksi przeciwnicy PiS. Nie raz i nie dwa słyszeliśmy lament, jaki się niósł po warszawskich salonach, że Schetyna, przy Tusku to najwyżej ubogi krewny. Z drugiej strony nie warto przesadzać, aż taki nieudolny i beznadziejny to Schetyna nie jest. Słynna charyzma ma w polityce znaczenie, ale samą charyzmą niczego się nie ugra.

Strony