Pokłosie



share

Na tak proste pytanie należy się spodziewać prostych odpowiedzi, a właściwie jednej prostej odpowiedzi. NYT i inne kolorowe pisemka są w posiadaniu lewicowych Żydów i tym samym pozostają pod przemożnym wpływem lewicowych Żydów. Fakt, że proste pytanie rodzi prostą odpowiedź jeszcze nie może być dyskwalifikujące dla odpowiedzi. To prawda, główny i nawet najważniejszy powód jest właśnie taki. Mieliliśmy w USA i na świecie wiele wizerunków sprzedanych w ten sam sposób, czyli przedstawienie Polaka w tak parszywym świetle, żeby jednocześnie było zabawnie i upokarzająco. Bez dwóch zdań Żydzi nowojorscy podawali farby, trzymali pędzle i gruntowali płótno tego obrazu, ale gdzie byli Polacy i czym się zajmowali? Nie potrafili, nie chcieli, zabrakło im odwagi? Może się po prostu nie nadają z powodów obiektywnych.



share

Od dłuższego czasu przeciwstawiam się takim pochopnym i na siłę ambitnym zawołaniom, które podważają sens pisania na tak zwane bieżące tematy. Naiwne to apele i pozbawione znaczenia. Media głównego nurtu układają i długo będą układać top informacyjny, przeciwstawianie się temu nie ma większego sensu. Trzeba podejmować wyzwanie i czyścić szum medialny, bo inaczej szum zagłuszy wszystko co rozsądne i wcale nie przejmie się rozpaczliwymi zabiegami usiłującymi zmienić medialną hierarchię. Świadomość nieuchronności zjawisk nie powinna jednak oznaczać pełnej uległości, dlatego też lubię sobie od czasu do czasu powrócić do tematu, który niegdyś rozpalał dyskusję, zwłaszcza gdy pojawiły się w temacie nowe wątki. Na filmie Pasikowskiego nie pozostawili suchej nitki nie tylko Polacy, którzy nie dali sobie wmówić, że są zbydlęconym narodem o najbardziej brudnych łapach i tępych gębach, jakie można sobie wyobrazić.



share

Na dzień przed 11 listopada, co jest naturalnie tylko i wyłącznie zbiegiem okoliczności, a nie żadnym wytworem chorej polskiej wyobraźni, na ekrany kin wszedł film „Pokłosie”. Nie widziałem gówna i oglądać nie zamierzam i to cała recenzja filmu, która może bulwersować, ale mam bardzo proste wyjaśnienie swojej brutalności. Reżyser filmu przyznał, w jednym z wywiadów, że inspirację czerpał z książek Grossa. Po takiej rekomendacji jedynie masochista babrałby się w gównie, jeśli podglebiem ekranizacji jest gówno, niczego poza mniejszym lub większym gównem na ekranie zobaczyć się nie da. Film mnie zupełnie nie interesuje, natomiast tradycyjnie interesuję się nieśmiertelnym talmudycznym schematem. Oto pan Maciej Stuhr, swoją drogą bardzo dobry aktor i nie należę do osób, które całą jego karierę widzą zza pleców ojca, nagle jął się dziwić i włos z głowy rwać, z powodu polskiej napastliwości.