podział



share

Zgadzam się w całej rozciągłości, że wróżbita ze mnie taki, jak z Komorowskiego amant, ale nie zgadzam się, że w kwestii oceny szans kandydatów zgaduję. Mamy cholernie dużo danych, wręcz prawdziwy wysyp i nic na to nie poradzę, że twarde dane są dla mnie najważniejsze. Pierdoły typu rodzinny film w stylu I Komunii kręcony kamerą „Miśka” i z udziałem 14 mniejszych i większych Komorowskich, czym się podniecają „polityczni dziennikarze” nie mają najmniejszego znaczenia. Fakty się liczą, a te są grube, niepodważalne i przesądzające o wszystkim, z wyjątkiem jednego – Komorowski jeszcze nie przegrał i Duda jeszcze nie wygrał. Co w takim razie jest pewne? Monika Olejnik w finałowej rozgrywce w doskonałym nastroju drze łacha z nowej łysej gwiazdy PO, niejakiego Idola Rutnickiego. Sasin uwieczniony na plakacie wyborczym z młodzieżowcem PiS, który nękał pytaniami spacerującego Bronka, siedzi w studio „Kropki nad i” i ani razu nie dostaje długopisem w oko.



share

Pamiętam doskonale 10 kwietnia 2010 roku i kolejne dni, gdy w atmosferze żałoby, przygnębienia i naturalnego otumanienia, dyżurne „zjednoczenie narodowe” przygotowywało cztery podejścia i presję na załogę, której autorów należy ustalić. Po 5 latach nic się nie zmieniło, bo zmienić się nie mogło, ci sami ludzie czynią te same podłości, wypluwając z zakłamanych ust koncyliacyjne apele. Człowiek, który doświadczył oszustwa powinien wyciągnąć wnioski i tak właśnie zamierzam postąpić. Nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu, z całego gardła nawołuję do utrwalenia narodowego podziału. Kilka miesięcy przed smoleńskim zabójstwem zaczynałem rozumieć, co się wokół mnie dzieje i jak bardzo ze mnie kpiono, po Smoleńsku nie miałem już najmniejszej wątpliwości i to jest dla mnie jedna z granic koniecznego podziału. Smoleńsk oddzielił ziarno od plewy i żadnemu przyzwoitemu Polakowi nie powinno przychodzić do głowy, aby tę ofiarę profanować pustymi gestami „pojednania”.

Strony