plewy



share

Rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, to jeden z tych dni, gdy od rana do wieczora we wszystkich mediach słychać, że to święto powinno łączyć, a nie dzielić. Zaraz za tą irytującą i ze wszech miar idiotyczna prowokacją, idą następne mało mądre treści: „to święto wszystkich Polaków i nikt nie powinien tego święta zawłaszczać”. Puste hasełka, których jedynym zadaniem jest sianie fermentu, nie żaden ekumenizm, recytowane są machinalnie i przeplatane z oburzeniem na najprostsze stwierdzenia. Polska dla Polaków i prawdziwi Polacy, są najbardziej „faszystowskim” stwierdzeniem oczywistych faktów. Niby dla kogo miałby być Polska i dlaczego Polacy mieliby być nieprawdziwi, czyli fałszywi?



share

Wystarczy intuicja, pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy, aby z dyżurnego apelu o jedność w narodzie wyczytać nie tylko fałsz, ale ewidentną prowokację. Cóż takiego kryje się pod fałszywą jednością? Relatywizm pozwalający prowadzić niekończącą się polityczną grę, w której rozdający karty nie mogą przegrać. Nie dzielmy Polaków brzmi pięknie i przy tym nakłada knebel. Kto odważy się powiedzieć, że Polaków trzeba podzielić? Po przejściu pierwszego etapu braku podziałów, dodaje się następne, bardziej szczegółowe, na przykład nie dzielmy na lepszych i gorszych. Z tą chwilą każdy brak podziałów jest dopuszczalny, od tych całkiem niewinnych, na Polaków ze Szczecina i Polaków z Suwałk, aż po cel całej operacji.



share

Pamiętam doskonale 10 kwietnia 2010 roku i kolejne dni, gdy w atmosferze żałoby, przygnębienia i naturalnego otumanienia, dyżurne „zjednoczenie narodowe” przygotowywało cztery podejścia i presję na załogę, której autorów należy ustalić. Po 5 latach nic się nie zmieniło, bo zmienić się nie mogło, ci sami ludzie czynią te same podłości, wypluwając z zakłamanych ust koncyliacyjne apele. Człowiek, który doświadczył oszustwa powinien wyciągnąć wnioski i tak właśnie zamierzam postąpić. Nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu, z całego gardła nawołuję do utrwalenia narodowego podziału. Kilka miesięcy przed smoleńskim zabójstwem zaczynałem rozumieć, co się wokół mnie dzieje i jak bardzo ze mnie kpiono, po Smoleńsku nie miałem już najmniejszej wątpliwości i to jest dla mnie jedna z granic koniecznego podziału. Smoleńsk oddzielił ziarno od plewy i żadnemu przyzwoitemu Polakowi nie powinno przychodzić do głowy, aby tę ofiarę profanować pustymi gestami „pojednania”.