patos



share

W całkowitym oderwaniu od politycznych preferencji, od codziennego powielania bojowych haseł, replik i sympatii personalnych, pozwalam sobie na pochwałę majestatu i mam nadzieję nie popaść w patos. Pamiętam wiele rodzinnych uroczystości, na których senior rodu lub ktoś równie ważny wygłaszał nieśmiertelną formułę: „W dniu tak uroczystym”. W takich chwilach człowiek, czy tego sobie życzy, czy też chce ukryć, zaczyna przegrywać z emocjami. Parę tygodni temu widziałem jak ojciec prowadził moją kuzynkę do ołtarza. Rytuał znany od lat, w komediach pokazywany do znudzenia, ale gdy stoisz w nawie i będąc ojcem widzisz to podniosłe wydarzenie, spinasz wszystkie mięśnie, aby się nie popłakać. Życie i uroczystości rodzinne w znacznym wymiarze nie powinny się niczym różnić od życia narodu. Potrzeba uczczenia i celebrowanie wyjątkowych okazji, to stały element wielkich rodów i narodów.



share

Strasznie nie lubię określeń: „blog”, „blogowanie”, „bloger” i przede wszystkim „blogosfera”. Powodów jest klika, ale najważniejsze to infantylizacja i podporządkowanie. Przez dłuższy czas powyższe słówka były prawie inwektywą w ustach „profesjonalistów” od pisania i wprowadzały jasny podział, żeby nie powiedzieć przydział. Jesteśmy my – zawodowcy i są oni – amatorzy. Z czasem okazało się, że „blogowanie” nie ujawnia amatorstwa „blogujacych”, ale doprowadza do demaskacji amatorszczyzny „profesjonalistów” i jednym ze skutków ubocznych procesu jest uprawomocnienie słów dotąd dziecinnych. Dziś sami profesjonaliści sięgają po słownictwo, które deprecjonowali, z tym, że nastąpiła zdecydowana korekta semantyczna. Być blogerem znaczy być kimś tak samo ważnym jak dziennikarz, czasami nawet ważniejszym, i coraz więcej dziennikarzy mówi o swoich „blogach”, „blogowaniu”, przynależności do „blogosfery”.