partyzantka



share

Kiedyś mieliśmy tajne komplety, potem całe państwo podziemne i opozycję antykomunistyczną, a dziś mamy Internet. O instytucjonalnej ochronie, czy innej reducie dobrego imienia Polski, można zapomnieć. Tysiące apeli i gotowych instrukcji to walenie grochem o ścianę. Tak, jak nie cierpię wszystkich stereotypów, krzyczących o polskich pijakach i złodziejach, tak stereotyp głoszący, że Polacy są genetycznie niezdolni do budowania instytucjonalnych struktur, skutecznie walczących o polskie interesy, jest po prostu faktem. Gdziekolwiek nie spojrzeć znajdziemy potwierdzenie tego smutnego faktu i wcale nie trzeba sięgać daleko, wystarczy analiza wydarzeń z ostatnich dni.



share

Ktoś znów wrzucił w przestrzeń publiczną słynne słowa towarzysza Winnickiego „nie ma kim robić” i tym jednym zdaniem da się podsumować kolejną próbą wzniecenia rewolucyjnego ognia. Przyznam się, że z lenistwa nie sprawdziłem jak się nazywa najnowszy Lenin namaszczony przez Żakowskiego i sprawdzać nie zamierzam, bo zaraz go nie będzie, a właściwie już go nie ma. Z okazji 80 miesięcznicy miał być majdan, a wyszło „chodź się bić na długiej przerwie”. Rewolucja puściła cichego za to mokrego bąka. Najmocniej przepraszam za obrazowość porównań, ale nic mądrzejszego z tej biedy wydobyć się nie da. Ile by tych nowych zapowiedzi „mamy dość, zrobimy porządek” nie było, tyle będzie kompromitacji i każda z nich coraz bardziej kompromitująca.



share

Jestem klasycznym partyzantem, który marzy o takim uzbrojeniu i warunkach bojowych, jakie ma regularna armia. Odnosząc to porównanie do konkretów, pragnę przywołać kilka wstydliwych uczuć, które mnie ogarniają: zazdrość, złość, frustracja. Wszystkie emocje wywołane są jednym faktem. Ech! Gdybym miał takie narzędzia pracy, jakie mają posłowie opozycji albo chociaż dziennikarze niezależni. Strach pomyśleć, co by się działo, być może ze mną, a być może ze wszystkimi nietykalnymi, którzy w świetle kamer wcielają się w ofiary i kaznodziejów na przemian. Nie mam niestety takich możliwości, ale śmiem twierdzić, że miewam dużo ciekawsze efekty i przede wszystkim wygrane bitwy, chociaż staję do boju ze zdobycznym poniemieckim karabinem, przeciw czołgom i armatom. Każde wskazanie przewagi przeciwnika jest warunkiem koniecznym, aby przyjąć odpowiednią technikę walki, ale bardzo często zamiast boju pojawia się usprawiedliwienie i dekowanie. No co mamy zrobić?