paraliż



share

Uważny obserwator amerykańskiej sceny politycznej może dzisiaj dojść do wniosku, że USA jest: „na kursie i na ścieżce”. Nie tak dawno supermocarstwo, przed którym drżał świat, dziś samo pogrążone jest w wewnętrznych konwulsjach. W kampanii wyborczej z 2008 r. Amerykanie postawili na młodego, gładkiego, przystojnego czarnego polityka wywodzącego się z lewicowej otchłani, który obiecał zaczarować niedoskonałość ówczesnej Ameryki i wprowadzić ją w złoty wiek prosperity. Dziś wygląda na to, że zaczarował on tylko wyborców…


Niestety ta bajka okazuje się trudniejsza do uwierzenia, od tej o Czerwonym Kapturku, głównie przez rosnącą liczbę niedowiarków, warchołów i kułaków, którzy plotkują o dużych zębach i uszach dobrotliwej zdawałoby się babci…



share

Donald Tusk oświadczył, że jest socjaldemokratą i zaczęły się sypać przypuszczenia z rozmaitych stron, co też najlepszy polityk wśród piłkarzy LZS miał na myśli. Język polityki jest jak język obcy, tego się trzeba po prostu nauczyć, bo w przeciwnym razie ani polityka nie zrozumiemy, ani się z nim nie dogadamy. Proszę wybaczyć śmiałość i jednocześnie być pewnym, że znam swoje miejsce w szeregu, ale gdy przeczytałem co ten i ów starszy kolega po fachu ma do napisania, trochę mi się zrobiło żenująco na duszy. Po co rozbierać na czynniki pierwsze najnowszą deklarację Tuska, która nie ma absolutnie nic wspólnego z językiem ludzkim, tylko pokazuje polityczną desperację zagubionego Donalda. Pan premier tysiąclecia równie dobrze mógł powiedzieć, że jest trochę księdzem albo satanistą, deklaracja nie ma najmniejszego znaczenia. Wrzucił w media socjaldemokratę, bo akurat tak mu pasowało, takie dobrał narzędzie, żeby zweryfikować nastroje, których kompletnie nie rozpoznaje.