Ossowiecki



share

Z Ryśkiem Karczewskim chodziłem do szkoły podstawowej. Później nasze drogi się rozeszły, ale wiedziałem, że jest dobrym i uznanym weterynarzem. Nie tylko od Mruczków i Reksiów, ale również zwierząt drapieżnych i egzotycznych - co niestety nie wyszło mu specjalnie na zdrowie. W 2000 roku z rozbitego na warszawskim Tarchominie cyrku Korona uciekły trzy tygrysy i Ryśka poproszono o pomoc. Fachową pomoc. Dwa tygrysy zagoniono do klatek, do trzeciego ze strzelbą z nabojem usypiającym zblizył się weterynarz. Tygrys przewrócił go na ziemię, po chwili głowę podnoszącego się weterynarza przeszyła policyjna kula.
Amen.
Mecenas Jacek Dubois - obrońca oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci Ryszarda Karczewskiego funkcjonariusza policji Krzysztofa S. stwierdził, ze na podstawie nagrań "trudno ocenić, kto oddał śmiertelny strzał do weterynarza, bowiem stało w tym miejscu i strzelało WIELE OSÓB".
Swojskie safari na warszawskim Tarchominie.