ORMO



share

Miłośników czytania nagłówków, bez zagłębiania się w treść, odsyłam do specjalizujących się w tej formie i treści ośrodków, pozostałych Czytelników uprasza się o odrobinę cierpliwości. Gdybym miał wskazać jeden z głównych powodów, dla których na ulicach trwają wygłupy kombatantów ORMO i ich zstępnych, to powołałbym się na coś, co całkowicie jest pomijane lub niezauważane we wszelkich komentarzach. ORMO struga wariata ulicznego ponieważ się nie boi. Czego kogo? Władzy i konsekwencji. Minęło 100 dni odkąd trwają te spartakiady lewackie i absolutnie nikomu nic się nie stało. Nie mam na myśli krzywd fizycznych, chociaż o tych także trzeba mówić, ale jakichkolwiek konsekwencji. Za czasów PO demonstrujący byli traktowani gorzej niż śmieci, w telewizji mówiło się o nich „kibole”, „faszyści”, „ciemnogród”, „podpalacze Polski”.



share

Kto pamięta o nieśmiertelnym zwołaniu „podzielić Polaków” łapki w górę! Aaaa! Mam was Oszołomy, uderz w stół, a nożyce się odezwą. A to znacie? Przychodzi milicjant do domu i od progu szuka awantury. Dawaj zupę - krzyczy do żony. Łapie za łyżkę, próbuje, cholera nie przesolona, ciepła i przyprawiona w sam raz. Szuka dalej pretekstu. Dawaj herbatę! – drze japę na całą chałupę. Małżonka tupta cichutko i kładzie na stole idealnie posłodzony napój. Kończą się pomysły i milicjant zaczyna kombinować na chama. Pod stół właź – nakazuje żonie, która natychmiast chowa się pod stołem. Milicjant gotuje się żywcem, jeszcze chwilę i przyłoży połowicy bez pretekstu, ale nagle przychodzi mu świeża myśl do głowy. Szczekaj! – drze się wniebogłosy i po chwili słyszy cichutkie szczekanie przerażonej małżonki. O żesz ty k..wa twoja mać, na swojego szczekasz? – karci i leje żonę gdzie popadnie, skazaną od progu na poniżenie.

Strony