Opara



share

Obiecałem i słowa dotrzymuję, daję sobie i wszystkim odpocząć od sprawy sadowej, niech mi jednak będzie wolno przypomnieć pewną okoliczność, niezwiązaną bezpośrednio ze procesem, jednak naocznie pokazującą zaistnienie, bądź też uziemienie, warunku brzegowego dowolnej medialnej sensacji. O procesie blogera, w który aż się roiło od medialnych frykasów dowiedziały się gminy i powiaty, mnie ten stan w żadnym stopniu nie martwi, ponieważ potwierdza dwie rzeczy: trędowatość blogera i wbrew pozorom siłę rażenia treści. Proszę sobie wyobrazić taki oto stan medialnej wrzawy: „Forma może nie ta, ale powinniśmy otworzyć dyskusję, czy w Polsce rzeczywiście występuje coś takiego jak gwałt na społeczeństwie w warunkach kryminalnych i ktora recydywa gwałci”. Najłagodniej i najbardziej eufemistycznie jak się da zaproponowałem temat „debaty publicznej” i wiadomo, że nie ma szans, aby tak postawiony problem mógł konkurować z „kure…m”, czy też „ona chce być zgwałcona dla mnie”.