olewanie



share

Opowieści o kuzynach, którzy w mękach konali pod respiratorem, a wcześniej śmiali się ze śmiertelnej choroby bezobjawowej, wypełniają Internet po brzegi, czy tam łącza. Moja opowieść nie będzie tragiczna i zmyślona, ale prawdziwa i zabawna, można powiedzieć „typowo polska”, jak kogoś strasznie kusi. Młody człowiek z mojej rodziny, nie kuzyn, pojechał z dziewczyną do Mielna. Starsi członkowie rodziny wyrazili głębokie zaniepokojenie, bo to kilkaset kilometrów od domu i gdzie będą mieszkać, skoro hotele zamknięte. Tutaj mała uwaga, rzecz dzieje się przed otwarciem hoteli. Młody człowiek z uśmiechem odpowiada rodzinnej starszyźnie, że jedzie do kuzyna. – Do jakiego kuzyna, przecież my nie mamy rodziny w Mielnie? – Rodziny nie mamy, ale hotel z kuzynami mamy.



share

W życiu imałem się różnych zajęć i tak się składa, że nie zawsze byłem klientem, a przez kilka lat obsługiwałem klientów. Pracowałem w firmie motoryzacyjnej, co z reguły oznacza anegdotyczny poziom usług, ale w mojej firmie tak nie było. Obowiązywała zasada klient nasz król, mięliśmy chodzić jak zegarki i cierpieć jak ekspedientki na stoisku mięsnym. Pamiętam doskonale epizod z serwisantem w roli głównej, o mało nie wyleciał z roboty tylko dlatego, że nie potrafił mówić po polsku. Chłopak miał dobrą rękę do roboty i naprawdę się starał, niestety szef na jego „roztworzyć drzwi”, „tumik” i „poszełem na magazyn” miał alergię.