obway



share

Dzień zobowiązuje do refleksji, ale nie napiszę za wiele o 1 listopada, bo od dziecka mylą mi się wszyscy świeci, ze wszystkimi zmarłymi i chyba nie jestem odosobniony w pomyleniu znaczeń. Prawdę mówiąc mam spory żal do Kościoła Katolickiego, który potrafił prosto nazwać i zdefiniować Boże Narodzenie i Wielkanoc tak, że nikomu się nic nie myli, a 1 listopada równie ważny ma jakieś pułapki katechetyczne plus kompromisy soborowe. Poza małą pretensją do formalnych zawiłości jestem całym sobą za kultywowaniem tego dnia, co może brzmi dziwnie w ustach ateisty, ale mnie fascynuje w człowieku szacunek do śmierci, przy jednoczesnej pogardzie dla życia. Jako grzesznik obiecuję postawić każdemu dobrą wódkę, jeśli wizja raju rzeczywiście się spełni, co zapewne skończy się dla mnie czyśćcem, albo złożę gorzelnię w piekle. Dzień nie najlepszy do żartów, chociaż znawcy, czyli teolodzy twierdzą, że właśnie dziś należy się radować i weselić.