obrona



share

Ostatni dzwonek, żebyśmy się w końcu czegoś nauczyli, albo chociaż przypomnieli. Putin był prawie na widelcu, po morderstwie, którego dokonali zwyrodniali bandyci z KGB, czy innego Specnaz, ale minęło zaledwie kilka tygodni i znów radziecki terrorysta wygrywa. Ten dramatyczny stan rzeczy daje się bardzo prosto wytłumaczyć. Radziecki car jest jednym z nielicznych polityków, którzy jeszcze uprawiają tak wykpiwaną politykę dziewiętnastowieczną. Przy zachodnich i rodzimych politykach „nowoczesnych” Władimir Władimirowicz jest wręcz skazany na zwycięstwo. Nie pomyliłem się, gdy pisałem, że obraz Putina na zachodzie zmienił się diametralnie, ale nic się nie zmieniło w relacjach z Rosją Radziecką. Do tej pory radziecki przywódca był nazywany demokratycznie wybranym prezydentem, wprawdzie Rosja jest dopiero na drodze do demokracji i wyżywa się na homoseksualistach, ale ta droga prowadzi w dobrym kierunku.



share

Komsomołka Andżela Merkel miała okazję przetrenować swoją ksywę, którą otrzymała od zachodnich braci z Niemiec. „Mutti”, czyli po ludzku Mamuśka, dokładnie tak się prezentowała na tle Donalda Tuska, a Donald Tusk wyglądał nie jak syn, tylko wnuczek. Patrzyłem sobie na tę parę i nie potrafiłem się oprzeć skojarzeniom z obrazkami, jakie widziałem wielokrotnie. Babcie odprowadzające dzieci do przedszkola mają tę samą minę, te same ruchy i ten sam zatroskany wzrok, żeby się tylko wnuczuś nie potknął i nie rozkwasił kolanka razem z nowymi spodenkami. Wiem, że na samych złośliwościach ciężko zbudować poważny komentarz do jeszcze poważniejszej sprawy, ale jeszcze trudniej o powagę, gdy cała konferencja Tuska i Merkel oraz jej wymowa sprowadza się dokładnie do opisanej wyżej scenki rodzajowej. Oboje wyglądali tak pewnie, jak słowa, które z ich ust padły i dlatego uzupełnię scenkę.



share

Trochę mi wstyd, bo w dzień tak uroczysty nachodzi mnie myśl powszednia, którą zawarłem w tytule. Słucham sobie cierpliwie, a właściwie słuchałem cierpliwie tych wszystkich Millerów, Kwaśniewskich, Siwców, Kaliszów i wszędzie się wciskających Nałęczów, ale już mi się uszami przelewa. Czy to tylko ja mam takie wrażenie, że w RPIII tłumaczyć się muszą nie sekretarze i lektorzy PZPR, ale ludzie, którzy mają „czelność” wskazać dawnych dygnitarzy komunizmu nadal żyjących z uprawiania propagandy? Odkąd pamiętam, słyszę, że straszną podłością jest przypominanie sekretarzom i lektorom, co robili kilkadziesiąt lat temu. Jak bardzo to nie miało nic wspólnego z polityką łączenia, za to łączyło się z podsłuchami, inwigilacją oraz rzucaniem na glebę o 6.00, słyszę niewiele. Czy w tej błogosławionej Europie, sekretarka Honeckera jest chociaż posłem na sejm, że o marszałku nie wspomnę? Czy minister sportu w gabinecie Ceaușescu zostal prezydentem Rumuni?

Strony