niemiecka kasa



share

Dwie charakterystyczne rzeczy, które natychmiast rzucały się w o oczy i na uszy podczas konferencji Donalda Tuska. Przede wszystkim tak rozdygotanego i ledwie panującego nad reakcjami organizmu Tuska nie wdziałem chyba nigdy i prawdopodobnie nikt poza małżonką i rodzicami w takiej formie Donalda też nie widział. Po wtóre „tłumaczenia” Tuska to czarna rozpacz, prawdę powiedziawszy byłem przekonany, że będą zastosowane zupełnie inne środki zaradcze i albo dalej nikt poważny z byłego KLD nie piśnie słowem albo Piskorski zostanie wbity w glebę. Nic podobnego się nie stało Tusk de facto powiedział tylko i wyłącznie jedno i to do jednej konkretnej osoby, nie do wszystkich zainteresowanych. Jedynie Piskorski usłyszał konkret: „Masz kwity na mnie, ja mam kwity na ciebie i co dalej?”. Te dwa charakterystyczne zachowania w olbrzymim stopniu uwiarygodniają rewelację Piskorskiego, która nabiera rangi uzasadnionego podejrzenia, jeśli nie faktu.



share

Wczoraj jeszcze byłem ostrożny, ale dziś sprawy od rana nabierały odpowiedniej dynamiki. Sadziłem, że mimo wszystko pokaże się w mediach Jan Krzysztof Bielecki i powie kilka cierpkich słów, by okazać rutynowe oburzenie. Wydawało mi się, że Donald Tusk również nie będzie uciekał przed kamerami, ale zrobi ucieczkę w drugą stronę – do przodu, tymczasem i tutaj mamy kompletną posuchę. Sposób w jaki szeregowcy z PO wyjaśniają najnowszą rewelację podkreśla niemoc. Trudno za kontrofensywę uznać deprecjonowanie Piskorskiego starą aferą ruletkową, gdy aż się prosi o stanowcze kroki nazywające „haniebne działania ohydnym pomówieniem”. Sprawa niemieckiej kasy dla KLD jako żywo zaczyna przypominać słynnego „dziadka z Wehrmachtu”. Wówczas Tusk zareagował bardzo podobnie, wprawdzie świętej pamięci politycznej Protasiewicz krzyczał na rozkaz o kłamstwie, ale bardzo szybko rzecz się okazała prawdą i z tą chwilą Tusk swoim zwyczajem zaczął udawać, że temat nie istnieje.