most



share

Odróżnienie fikcji od rzeczywistości, powagi od żartu i mądrości od głupoty, przychodzi mi z coraz większym trudem. Trochę tłumaczę to sobie wiekiem i obniżką testosteronu, ale jako początkujący nestor ma też prawo podejrzewać, że jednak to nie ja i głupieję na starość, tylko dookoła dzieje się dziwnie. Przykładów mógłbym przywołać sporo, jednak najnowsze kuriozum szczególnie rzuciło się na oczy i temu poświęcam dzisiejszy felieton. Mamy ambicję, tak? Jasne, że mamy, przecież jesteśmy dymny krajem o bogatej historii i nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a Moskala pogonimy za Ural. Tyle teorii, w praktyce wystarczy jeden amerykański telefon i w jednej chwili dumny naród przekształca się w kelnera.



share

Tytułowa prowokacja wygląda na taką sobie, bo pierwszym powodem, dla którego nie płaczę jest dokładnie prowokacja. Ślepy, głuchy i chromy czuje każdym nerwem swojego ciała, że w Bydgoszczy wykonano centralne zamówienie pod kryptonimem „zadzwoń do brata”. Protestować można i chyba nawet trzeba, żeby nie wyjść z wprawy, ale na pewno nie wolno wpadać w histerię, czyli realizować celu prowokacji. Niech sobie zmieniają tonący chłopcy z PO Plac Piłsudskiego na Plac Czerwony, tyle i tylko tyle im zostało. Z tej akcji da się wyciągnąć więcej spokoju i konkretów niż się może wydawać. Trudno zachować oryginalność przy analizowaniu podrygów PO, ale co ja innego mogę więcej napisać, niż to co ślepy widzi. Mamy do czynienia ze skrajną desperacją, z sięganiem po środki, które pokazują, że nic innego PO zaproponować nie może.