Morawiecki



share

Bodaj półtora tygodnia temu przez media przetoczyła się fala, posługując się językiem medialnym, „hejtu” na Edytę Górniak. Bardzo trudno jest mi bronić pani Górniak, bo doskonale pamiętam jej „wyczyny” i nigdy nie należała do osób wybitnych intelektualnie. Dotąd najbardziej kojarzyłem ją nie z „hymnem” odśpiewanym w Korei, ale z kwiatami złożonymi ze łzami w oczach przed spaloną tęczą na „Zbawixie". Nie będę bronił Górniak, dla mnie żaden celebryta nie jest wart obrony, natomiast będę bronił tego co powiedziała.



share

Znajomość podstawowych mechanizmów rządzących zachowaniami tłumu pozwala bez najmniejszych problemów przewiedzieć, co się stanie przy nieprawidłowym zarządzaniu tymi zachowaniami. Prosty przykład. Stutysięczny tłum na koncercie, nagle gdzieś z boku ktoś podpalił „Gazetę Wyborczą”. Ze sceny pada komunikat nie do końca trzeźwego grajka: „Pali się! Uciekajcie!” Skutek? Około stu zadeptanych na śmierć, parę tysięcy rannych. A pożar? Ile się może palić GW? Parę sekund i po wszystkim. Zakładając, że nie pali się GW, ale samochód TVN, zagrożenie jest nieco większe, niemniej skutki nieodpowiedzialnego wyprowadzenia ludzi z zagrożenia takie same.



share

Opisałem swego czasu zjawisko psychologiczne zwane fiksacją, to nie będą zanudzał powtórkami, ale podstawy przypomnę. W skrócie chodzi o to, że jeśli człowiek lub grupa osób skupi się na jakimś jednym problemie, to zapomina o całym bożym świecie, jak mówi moja Babcia. W praktyce wygląda to tak, że nawet najlepszy pilot może kompletnie sfiksować i zapomnieć o wysunięciu podwozia, jeśli zaabsorbuje go kontrolka od klimatyzacji. Z naszą władzą ukochaną jest dokładnie tak samo, ale to jeszcze pół biedy, drugą połowę biedy uzupełnia skołowaciały naród. Na jakim etapie „pandemicznym” jesteśmy w tej chwili? Z grubsza wygląda to tak.

Strony