mocodawcy



share

Zacznę od telewizora, skończę na budowaniu optymizmu. Z ekranu usłyszałem: „Czołem funkcjonariusze” i pomyślałem sobie z miejsca, że gardło swoje, dusza swoje. Pan Donald wymamrotał pozdrowienie do mundurowych, ale tak naprawdę pozdrowił swój elektorat i gdyby mu przełamać blokadę, a potem zwolnić banderolę powiedziałby wprost: „Się macie 18% ustawionych z rodzinami”. To, co sobie Donald myślał i co powiedział jest mało ważne, ogólne wrażenie sprowadza się do redukcji. Słynne 18%, które w swoim czasie zdefiniowałem i podzieliłem na strefy wpływów potwierdza się w całości. Tusk w roli tego, któremu się oddaje media i wszystkie „autorytety” powyżej 18-tki nie podskoczy, ale zyskuje dodatkowe punkty. Nadwyżka bierze się z prymitywnego koniunkturalizmu, bo zawsze się znajdzie 5 do 8% które wejdą w każdą kiszkę za minimalne wynagrodzenia albo z czystej złośliwości.



share

Kierunki zmian społecznych mają tak wyraźnie zaostrzone wektory, że ciężko się pomylić w prognozach. Trzy główne ścieżki degradacji przebiegają wzdłuż i w poprzek prozy życia: wyżywienie, edukacja, praca. Populacja napycha się paszą dla ssaków naczelnych, edukacja staje się zwykłym towarem, z taniej chińskiej półki, wystarczy przypomnieć, że do zdania matury potrzeba 30% trafnych odpowiedzi, a poziom pytań przyprawia o wypieki. Ostatnia w kolejce degradacji jest praca i tutaj również musi nastąpić kompletne stępienie. Jakieś 7 lat temu kończyłem studia i już wtedy co bardziej rozgarnięci profesorowie mówili otwarcie, że fasada wolnego rynku razem ze wszystkimi innymi pozorami musi upaść. Obliczono, że 20% pracujących w zupełności wystarczy do zaspokojenia potrzeb, reszta to roboty i polityka. W tych kalkulacjach nie zabrakło zapobiegania buntom, które najłatwiej zdławić socjalnym zabezpieczeniem.