mobilizacja



share

Istnieje taka mało zabawna prawda życiowa, która mówi, że ofiara złodzieja, napastnika, czy gwałciciela ma niewielkie szanse na uzyskanie pomocy, jeśli krzyczy „ratunku”. Najskuteczniejszą formą zwracania uwagi osób postronnych jest zupełnie inny alarm, mianowicie: „pali się”. Głupot nie chcę wypisywać, ale dam głowę, że gdzieś czytałem, nie „eksperta” TVN w typie Dziewulskiego, tylko poważne opracowanie naukowe, w którym ta prawda życiowa była zweryfikowana jako fakt ze sfery zachowań społecznych. Coś jest takiego w człowieku, że do pewnego rodzaju zagrożeń podchodzi obojętnie, a do innych z pełną powagą.



share

Nie tak dawno popełniłem niepoprawnie optymistyczny tekst, w którym opisałem brak histerycznej mobilizacji w elektoracie. Prawdę mówiąc sam się zastanawiałem, czy to nie na siłę napisane i co gorsze, czy nie śmierdzi propagandą? Moje dylematy nie wynikały z odwalenia fuchy, takich grzechów staram się za wszelką cenę unikać. Przywiązuję wielką wagę do poważnego traktowania Czytelnika, bo oszukać można tylko raz, góra parę razy, potem nikt już nie będzie sobie oczu psuł, by czytać felietony oszusta. Niestety czasami coś się palnie lub przestrzeli i to też może być odczytane jako kłamstwo albo zaklinanie rzeczywistości, czego się właśnie obawiałem.



share

Przyszedł taki czas, że sondaże rozkwitają w większej ilości niż krokusy i przebiśniegi. Powtarzalność tego zjawiska dotyczy również prymitywnej gry psychologicznej. Wszyscy wiedzą, że nie jest możliwe, aby w poniedziałek 43% Polaków chciało głosować na PiS i 26% na PO, a w środę 36% na PO i 33% na PiS, ale i tak to działa na psychikę polityków i przede wszystkim wyborców. Emocjami można ludziom tak namieszać w głowach, że zapomną ile to jest 5 + 3, dlatego warto wróci do podstaw matematyki, aby uporządkować sprawy i realne szacunki przed wyborami.

Strony