Marek Marian Piekarski



share

Słowa i wspomnienia o ludziach ulatują, ale ich świadectwa pozostają. Śmierć bliskich jest poważnym ostrzeżeniem dla żyjących, pozostających poza brzegiem trumny ze swoją bezsilnością i zarazem szansą na smutne zmierzenie się z własną kruchością i tymczasowością. Śmierć jest więc tragiczną lekcją, ale też okazją dla zrozumienia, aby pełniej, mądrzej i rozumniej żyć.

Marka poznałem dopiero w północnej Kalifornii, we rejonie San Francisco w II połowie 1984 roku. Napływający Polacy z solidarnościowej emigracji nawiązywali między sobą kontakty i spotykali się w grupach dzieląc się nowymi doświadczeniami w nowym miejscu osiedlenia. Niektórzy kultywowali istniejące jeszcze z Polski przyjaźnie i znajomości.