marazm



share

Z prezentów przeciwnika trzeba umieć skorzystać, ale w polskiej polityce mniej więcej od pół roku nic takiego się nie dzieje. Wrzucanie PiS i PO do jednego worka, przy wszystkich słusznych i niesłusznych pretensjach, nadal należy uznać za populizm, głupotę lub po prostu złą wolę. Nie ma wielu podobieństw pomiędzy tymi formacjami, ale jedną i to wyraźną da się wskazać. Obie partie utraciły zdolność do „narzucania narracji” i jeszcze nigdy tak nie było, żeby ta indolencja zadziałała jednocześnie. Przez blisko osiem lat PO rozgrywała PiS prostymi przekazami dnia, praktycznie z każdej bzdury wyrastały wielkie narodowe problemy. Po ośmiu latach PiS przejąło inicjatywę i całkowicie wyciszyło przekaz PO.



share

Głupi to ma dobrze, sam siebie o coś spyta i sam sobie w pierwszym zdaniu odpowie – nie ma kampanii. Niech imię moje będzie Głupi i nazwisko Strasznie, ale czy gdzieś się pomyliłem? Uczestniczymy w pierwszej kampanii wyborczej, która nie istnieje. Na trzy tygodnie przed wyborami nie pojawił się ani jeden spot, który stałby się przedmiotem dyskusji. Nie ma jednego hasła wyborczego, które wywołałby polemikę. Niegdysiejsza „morda Ty moja”, nie doczekała się kontynuacji. Nie widać Millera z jabłkami przez zakładami pracy, bimbrownik z Biłgoraja nie przybija apostazji na drzwiach kościoła, autobus „Zrobimy więcej” nie jeździ po Polsce, a pikowana kurtka prezesa skadrowana na tle sadu nie wywołała komentarzy dyktatorów mody. Może to się jeszcze rozkręci, ale nigdy tak spokojnie nie było i nie podejrzewam, aby się ten stracony czas udało nadrobić i pobić „dziadka z Wehrmachtu”, czy też „zabrać babci dowód”. Dziwne? Jak cholera i chyba bardzo groźne.