loty



share

Sprawa lotów Kuchcińskiego jest od początku do końca dorszem wędzonym za 7,50 i mówię o wymiarze politycznym, nie finansowym. Wszyscy wiedzą, że takich spraw w czasach koalicji PO/PSL było na pęczki, z dwoma najgłośniejszymi liniami „Tusk-Hansa” i „Borusewicz-Aeraflot”. Poza „media niepokorne” nigdy żadna linia nie wyszła i wszystkie przeloty razem wzięte nie miały żadnego znaczenia w kolejnych kampaniach wyborczych. Z Kuchcińskim pod jednym względem jest podobnie, wbrew histerykom i amatorom politycznej analizy, oczywiście PiS na tej „aferze” wyborów nie przegra, ale…



share

Rytualne salwy oburzenia zawsze są odpalane w systemie monofonicznym, czy jak kto woli według kodeksu Kalego. Gdy „nasz” sięga po cudze, to nie ma sprawy, gdy obcy robi to samo, wtedy świat się wali. Nie powiem, że zawsze mam czyste sumienie, też mi bliższa koszula ciału i pewnie parę razy zdarzyło się być zezowatym na jedno oko, ale staram się unikać tej słabości. Proponuję też, aby z ludzkimi słabościami powalczyli politycy PiS, a mają przecież z kogo brać przykład. W odpalonej przez Nitrasa aferze z lotami marszałka Kuchcińskiego jest kilka przykrych i irytujących kwestii.



share

Po tym, co się stało w Smoleńsku dla mnie nie ma dyskusji w odniesieniu do zasad bezpieczeństwa i wręcz maniakalnego przestrzegania instrukcji, czego w czasie powrotnego lotu z Wielkiej Brytanii najzwyczajniej nie dochowano. Nie ma dla takich zachowań żadnych okoliczności łagodzących, o ile ktokolwiek podjął jakąkolwiek idiotyczną decyzję, powinien za to surowo odpowiedzieć. Wychodząc z tych założeń nie wierzę w zapewnienia Antoniego Macierewicza i tym bardziej Beaty Kempy, że wszystko było w porządku. Nie, nie było i wynika to wprost z listy pasażerów, gdzie ponownie na jednym pokładzie samolotu zebrano pół rządu, w tym premiera i wicepremiera.

Strony