Lisicki



share

Nie wiadomo o co chodzi? Eee tam, wiadomo, że o nakład. Do wiadomości publicznej trafiły najnowsze wyniki sprzedaży tygodników i pierwsze, co się rzuca w oczy to dwa spadki po prawej stronie. Traci „Gazeta Polska”, co mnie nie zaskakuje, traci „Do Rzeczy”, co mnie nie zaskakuje jeszcze bardziej. Tygodnik Sakiewicza musiał polecieć w dół odkąd na rynku, w tym samym czasie, pojawiły się dwa nowe tytuły, w dużym stopniu konkurujące z „Gazetą Polską”. Chodzi rzecz jasna o „W Sieci” i „Do Rzeczy”. Na stracie świeżości wydawnicze szły w łeb w łeb, potem zyski z nakładów zaczęły się delikatnie rozjeżdżać i wreszcie można mówić o zdecydowanej przewadze tygodnika Karnowskich. Pewnie nad takim mało korzystnym stanem rzeczy od wielu tygodni zastanawiają się największe tuzy redakcyjne, z redaktorem Lisickim na czele.



share

Lubię prządek, ten w głowie i okolicach najbardziej, w związku z tym w zasadzie mógłbym leniwie wkleić swój niedawny tekst, buńczucznie krzyknąć „a nie mówiłem” i koniec pieśni. Nie będę taki, złagodzę stanowisko z radykalizmu na ostrożność, z którą od pewnego czasu podchodzę do wszelkich związków emocjonalnych z tymi, którzy się w telewizji pokazują. Odkąd przerobiłem się na absolutnego idiotę kupując taki chłam polityczny jak PJN, obiecałem sobie pełną surowość i chłód. Nic, ale to nic mnie nie łączy z Ziemkiewiczem, Warzechą, Semką, żadnych niedźwiadków, żadnego kumplostwa, nawet w niedoli, ot po prostu przeczytam czasem, co mają do napisania, częściej się zgadzam niż nie zgadzam, ale na tym koniec. No, ale przecież będę się czepiał, widać po pierwszych zdaniach, że nie trudzę się nad laudacją. Owszem będę się czepiał głównie bałaganu we łbie napakowanym podnietą – naszych biją.