lewacy



share

W przeciwieństwie do tych, którzy z definicji nie mogą zostać skazani, choćby nie wiem jak łgali, nie mogę rzucać słów na wiatr. Przypominam zatem kilku istotnych faktów, które zawsze zostają zakrzyczane przez „całą prawdę, całą dobę” i mowę miłości płynącą z innej znanej warszawskiej ulicy. Wszystkich nie dam rady, ale trzy fakty spróbuję krótko streścić, żeby nie daj Boże szczegółowym opisem nikogo nie urazić. Marsz Niepodległości w roku 2011 miał swoich głośnych „bohaterów”, była to niemiecka hołota zwieziona do Polski autobusami. Zwykłe bandziory biegające po ulicach z kijami bejsbolowymi, kastetami, łańcuchami itp. Wjechali do Warszawy bez najmniejszych problemów, nikt ich nie przeszukał nie pytał skąd i po co jadą z zaciśniętymi pięściami i w maskach na gębach. Zupełnie inaczej zostali potraktowani niż babcie z Torunia, które musiały wytłumaczyć się z różańców, czy aby nie służą do celów bojowych.



share

Nie nudzi się „performerom” robienie sztuki z produktów przemiany materii, to i mnie się nie chce poszukiwać oryginalnych porównań podpartych świeżymi argumentami. Gdzie są granice wolności słowa, co jest sztuką, a co ramotą nie szczególnie mnie interesuje. Pomimo ateistycznej oceny rzeczywistości, od lat kieruję się Starym Testamentem, w życiu prywatnym i publicznym, do którego się nie pchałem, ale mnie wciągnięto. Kto mi zęba wyleczy dostanie więcej niż Bóg zapłać, kto w oczy nie na pluje, okularów wycierał nie będzie. Wojna zaczyna się po pierwszym splunięciu i celowaniu pięścią w szczękę, wtedy nie patrzę i nie liczę, mogę za jedno spluniecie oddać wiadro pomyj i za jednego mleczaka wybić wszystkie trzonowe. Bywa jednak, że zachowuję się górnolotnie, nieodpowiedzialnie i naiwnie, wówczas sięgam do nieco zmodyfikowanej wersji Nowego Testamentu: „Cokolwiek uczyniliście najmniejszemu z braci moich, mieście uczynili i… macie w zęby”.



share

Wystarczy popatrzeć na scenariusz zdarzeń, aby wiedzieć, że jest to rzecz idealnie spisana i odegrana pod Prezesa PiS. Bóg jedyny wie jaka łaska spadła na Kaczyńskiego, że podjął jedyną słuszną decyzję i nie dał się wciągnąć na plan inscenizacji, ale gdyby się dał wepchnąć w kadr, to największy grafoman dalsze sceny dopisałby idealnie. Płonie tęcza zboczeńców, płonie ruska budka na terenie ambasady, łysi biją lewackich „bezdomnych”, a w opuszczonej ruderze są dzieci. Na wszystko patrzą najznamienitsze delegacje z całego świata, które obradują jak uratować Ziemię gasząc światło w Polsce. Nie ma rady, wojsko musi wyjść na ulice i uratować nie tylko podpaloną przez Kaczyńskiego Polskę, ale ma obowiązek ratować świat zgromadzony na stadionie z dachem. Taki Psycho Killer był przygotowany i końcową sceną byłaby skrzywiona twarz Kaczyńskiego z uniesioną w górę ręką, na tle płonącej Warszawy.