Lemański



share

Tytuł nie grzeszy oryginalnością i nawiązuje do słynnego przeboju PRL „Niewolnica Izaura”, bo jakoś nic ciekawszego po kolejnym odcinku żenady do głowy mi nie przychodzi. Sam nie wiem, czy to dobry pomysł i czy w ogóle warto zawracać sobie gitarę następnym męczennikiem lewicowego kościoła postępu, ale chyba znalazłem jeden wątek niekończącej się opery mydlanej, który wart jest ścierania klawiatury. Większość uważa, że Lemański ośmiesza Kościół i tak też rzeczywiście jest, widzę jednak o wiele gorsze zagrożenie dla Kościoła od samego Lemańskiego. Zły przykład i impotencja niegdyś potężnej instytucji, to są zagrożenia śmiertelne. A przecież to takie proste. Nie tak dawno z mojej wsi wyleciał pleban i prawdę powiedziawszy nikt do końca nie wie za co, chociaż wieś huczy od plotek. Był proboszcz, nie ma proboszcza, żadnych protestów wsi i księdza, profesjonalnie załatwiona sprawa, w stylu znanym od 2000 lat.



share

Męczeństwa postępowych księży „patriotów” bawią mnie w sposób szczególny. W latach młodzieńczych buntowałem się przeciw każdemu skoszarowaniu, jako osobnik wybitnie indywidualny nie wyobrażałem sobie, żeby jakiś tępy kapral rozstawiał mnie po kątach, a inni plutonowi urządzali sobie hecę zlecając czyszczenie sraczy szczoteczką do zębów. Do dziś uważam te wojskowe obyczaje, to „zapierdalaj na wysokości lamperii” za coś wyjątkowo głupkowatego, niedojrzałego i na pewno nic, ale to zupełnie nic w tym męskiego. Rozumiem natomiast, że wojsko jest wojsko i w takiej instytucji nie ma wiele miejsca na panelowe dyskusje, stąd też pewnie się wzięły te wszystkie żałosne obyczaje, które są sprawą środowiska nie moją. Nie chciałem jeść żołnierskiego chleba i bawić się z chłopcami w „kręcenie wora”, ale w czasach gdy pobór był powszechny jedynym ratunek dawała służba zastępcza w szpitalach i kotłowniach. Trafiłem na kotłownię i w ten sposób odpracowałem służbę wojskową.