kurwy



share

Nie wiem co w tym pustym łbie Merkel się kołacze. Może wspomnienia obozów Freie Deutsche Jugend, gdzie, jak donosili mi rówieśnicy z NRD, których spotykałem w ramach wymiany kolonii einmal,(einmal - by nie przesiąkli dekadencją najweselszego baraku), uprawiano wolną miłość z takim zaangażowaniem, jak my słuchaliśmy Smoke On The Water, a może ktoś, jakiś polski cham, żydożerca, eurofob, przycięty na miarę lat 70-80, w Dębkach, Milnie lub Chałupach przywalił jej tekstem: ”Ty, sowiecka Bund Deutscher Mädell, nie masz specjalnie czego pokazywać, więc okryj się przynajmniej ręcznikiem”. Przyjeżdżały tu zaznać rozkoszy wolnego świata nudystów, bo w nrd-ówku łapali ich jak hippisów i wsadzali do czubków.



share

Zrobiłem tak jak proponują psycholodzy, wczułem się w rolę i założyłem skórę przeciwnika. O tyle mi łatwiej, że nie tak dawno biłem się sam ze sobą, to wiem gdzie szukać rabusiów i rycerzy. W niedzielne popołudnie starałem się zrozumieć, co kieruje ludźmi głoszącymi chore idee, oczywiście w moim przekonaniu chore. Wyszedł mi średnio oryginalny dualizm, podzieliłem odmiennie myślącą ludzkość na ideowców i zwykłe kurwy. Dokonując podziału zastanawiałem się nad złagodzeniem nazewnictwa, bo trochę jestem umęczony pozwami i „magią” okładek „Newsweek’a”, niemniej doszedłem do słusznego wniosku, że autocenzura w tym konkretnym wypadku byłaby większym efekciarstwem niż efekciarska dosłowność. Kurwa i ideowiec to naprawdę niesamowicie ciekawe zagadnienie i warto je analizować z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Mylą się jedni i drudzy, po wyznaczonych stronach barykady, którzy wzajemnie zarzucają sobie tylko i wyłącznie polityczny teatr z politycznym cynizmem.