królowa



share

Pan Ignacy Lajkonik stał na balkonie i z niepokojem nasłuchiwał odległych jeszcze grzmotów i dudnień nadciągającej burzy. Ostatnie doświadczenia w tym względzie nauczyły go jednego: kiedy tylko słychać, że zbliża się nawałnica, należy w podskokach obiec mieszkanie i pozamykać wszystkie okna i lufciki. Inaczej do środka może dostać się deszcz (pół godziny wycierania, sześć ścierek do suszenia), grad (poślizg i bolesne stłuczenie miejsca, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę), a nawet niewielkie tornado (dwie godziny żmudnego rozplątywania kabli i zasłonek oraz sortowania pomieszanych maszynopisów, ale po stronie plusów – nareszcie porządnie potasowana talia kart). Mieszkanie pana Lajkonika wyglądało tak czasem po wizycie kuzynki Euforii, ale po pierwsze kuzynkę dało się ugłaskać – czego o burzy powiedzieć nie sposób – a po drugie tej wiosny Euforia nawiedzała pana Ignacego nieporównanie rzadziej niż gwałtowne zjawiska atmosferyczne. Co sobie zresztą bardzo chwalił.