Kornatowski



share

Nie zna życia, kto nie stracił pięciu stron tekstu z powodu gówna zwanego Avast, kasującego pliki Worda. Naturalnie gorąco polecam gówno uprzątnąć zwłaszcza tym, którzy posiadają Worda 2003, ale ten żal to na marginesie i mam nadzieję, że mi będzie wybaczony. Tekst dotyczył płaczki krakowskiej Jana Marii Władysława Rokity i zawierał bezlitosne oceny z przytoczeniem cytatów, orzeczeń sądowych i paru innych istotnych konkretów mających się nijak do lamentu płynącego z tarasu widokowego „Perugia all inclusive”. Nie zdążę odtworzyć całego tekstu, który pomimo najnowszych wieści, nie ma żadnej egzekucji komorniczej, byłby aktualny, dlatego z grubsza powtórzę elementarne fakty ukazujące, że nawet niezbyt rozgarnięty esbek przerósł krakowskiego intelektualistę. Przede wszystkim oddajmy szacunek ofiarom stanu wojennego i wszystkim ofiarom komunistycznego PRL, których płaczliwy Rokita zaprzągł do prywaty, udając pierwszego skazanego za „prawdę o stanie wojennym”.