końcówka



share

Pamiętam z dzieciństwa wiele absurdów PRL i jednym z nich było Robotnicze Święto 1-go Maja. Nigdy nie należałem do żadnej organizacji, z wyjątkiem sportowych, i właśnie tą drogą, jako junior młodszy (to nie błąd, było taka kategoria piłkarska) byłem zobowiązany przemaszerować obok trybuny. Nim wyszliśmy na rynek miasteczka trener poinstruował nas, że przed trybuną unosimy piłki w górę, taka mała chorografia, żeby się chłopaki nie pogubiły, a jednocześnie godnie uczciły majowe święto. No i stało się, jako jedyny zawodnik Chojnowianki Chojnów pogubiłem się, co prawda piłkę uniosłem, ale widząc na trybunie mojego śp. Ojca przeniosłem futbolówkę jeszcze jakieś 200 metrów, póki nie poczułem łokcia pod żebrem juniora starszego. Ojciec był I sekretarzem POP w Państwowym Ośrodku Maszynowym, czyli popularnym POM, gdzie pracowało czterdziestu wiecznie pijanych tokarzy, ślusarzy i innych robotników.