kapitulacja



share

Ludziom szczęka opada w wielu okolicznościach, ale najczęstszą przyczyną jest zaskoczenie. Kopara idzie w dół, gdy słyszymy lub widzimy nieprawdopodobną rzecz, na przykład „uchodźcę” spacerującego ze świnią na smyczy. Przyznaję, że dziś też mi się szczęka pogubiła, chociaż w obszarze demaskowania absurdów czuję się prawdziwym weteranem. Gazeta Wyborcza wysmarowała tytuł: „Szanowni Państwo z PiS, powstanie warszawskie i AK to my”. Wspominam jedynie o tytule, bo dalej wiadomo co się stało – szczęka mi opadła i koniec lektury. Nawet krótki kontakt z GW wywołuje efekty, które kończą się uszczerbkiem na zdrowiu, ale to zbyt złośliwy i powierzchowny wniosek, jak na rangę wydarzenia. Nie napiszę też, że koszerna Wyborcza wyszła z nowym pastowanym kabanem na spacer, ale postaram się zwrócić uwagę na sedno sprawy. Wyobrażacie sobie, że Jerzy O.



share

Jesteśmy po kolejnym pikniku ORMO i proszę mi wybaczyć tę mało wyszukaną paralelę, ale zwłaszcza po ostatnich popisach związanych z wypadkiem Prezydenta Andrzeja Dudu nie zamierzam się bawić w subtelności. Produkuję felieton w momencie, gdy ratusz stołeczny „policzył” już frekwencję. Idą plotki, że maszerowało 50 tysięcy, czyli pełna katastrofa, bo przypomnę, że w obronie esbeckiego kapusia miało maszerować 80 tysięcy. Wypadałoby napisać, że to nieważne, ale nie ma powodu do uników. Ważne, skoro uczestnicy całego cyrku nie mają odwagi kłamać na stałym poziomie, to wiadomo, że morale zdycha. Wszystko było do przewidzenia i na wiele miesięcy wcześniej dokładnie pisałem dlaczego stanie się tak, jak się musiało stać i czego świadkami jesteśmy dziś. Wskazywałem oczywiste powody, które w żaden sposób się nie zniosły. Podstawy problem ORMO polega na dwóch czynnikach. To są stare, zmęczone i skompromitowane twarze, spasione koty idące w pierwszym szeregu naiwnej rewolucji.

Strony