instytucje



share

Zbliżam się do pięćdziesiątki, zostało tylko trzy lata i czuję w kościach każdy rok, który minął i te trzy nadchodzące lata. Jednym z objawów starzenia się jest spadek libido, u mnie to działa w nieco innej niż powszechnie znana forma. Nie che mi się, przyznaję, że już mi się nie chce wykrwawiać pod Termopilami, poszukiwać złotego runa i przede wszystkim samotnie walić głową w mur. Marzy mi się mała stabilizacja, takie ramy, poza które nic nie wyjdzie i najlepiej, żeby to były ramy normalności, bodaj szczątkowej. Polsce potrzeba takich samych marzeń i ram, solidnego punktu oparcia chroniącego nas przed upadkiem.



share

Kiedyś mieliśmy tajne komplety, potem całe państwo podziemne i opozycję antykomunistyczną, a dziś mamy Internet. O instytucjonalnej ochronie, czy innej reducie dobrego imienia Polski, można zapomnieć. Tysiące apeli i gotowych instrukcji to walenie grochem o ścianę. Tak, jak nie cierpię wszystkich stereotypów, krzyczących o polskich pijakach i złodziejach, tak stereotyp głoszący, że Polacy są genetycznie niezdolni do budowania instytucjonalnych struktur, skutecznie walczących o polskie interesy, jest po prostu faktem. Gdziekolwiek nie spojrzeć znajdziemy potwierdzenie tego smutnego faktu i wcale nie trzeba sięgać daleko, wystarczy analiza wydarzeń z ostatnich dni.



share

Wybrałem się dziś do Warszawy, wezwał mnie wymiar sprawiedliwości, żeby ogłosić po raz 124 staropolską sentencję: „Co wolno wojewodzie…” dalej boję się pisać, ale powszechnie wiadomo wyżej czego nie podskoczysz. Wjechałem do Warszawy od strony Łodzi, stojąc w godzinnym korku, wyjechałem od strony Janek, czyli wylot na Wrocław. Nie ma to większego wizualnego i merytorycznego znaczenia, ponieważ wjazd do Warszawy z każdej strony jest taki sam. Na początku mamy rudery, jakieś pozostałości po spalonych hotelach i oblepione plastikowymi panelami budki z żarciem, którego porządny wiejski pies by nie ruszył. Gdy miniemy te relikty lat 90-tych zaczynają się wielkoformatowe reklamy hipermarketów. Od każdej flanki znane szyldy, kłamać i zgadywać nie będę, gdzie co jest, bo się w detalach nie przyglądałem, w każdym razie od Ikei do „Nie dla idiotów”. Za fasadą „wolnego rynku” zaczyna się szereg dziwnych inwestycji.