instynkt



share

Temat nie byłby wart jednego stuknięcia w klawiaturę, ale widzę, że pojawiające się komentarze lecą schematem, w który też na początku wpadłem. W programie „Lis na żywo” miała miejsce tak żenująca scena, że nawet Lisa i Tuska zatkało. Gdy do studia wchodził „papież Europy” podniecona i wzruszona działaczka warszawskiej młodzieżówki PO zaintonowała „Sto lat”. W takich przypadkach człowiek jako tako wychowany, choćby nie chciał, to odruchowo wstanie i bodaj pod nosem coś wymamrocze. Lis się skurczył, sięgnął po wodę i nie zaśpiewał ani jednej nuty, a po całej grotesce od razu zwrócił się do publiczności o alibi: „powiedzcie, że to nie mój pomysł, że ja nie mam z tym nic wspólnego”. Tusk poczuł się równie głupio i zaczął dziękować za gromkie „Sto lat”, ale zaraz potem dodał, że wygląda mu to na małą inscenizację.



share

W dyskusji na wiadomy temat z reguły nie uczestniczę, ponieważ mam swoje zdanie, które chcę zachować dla siebie, ale jest okazja napisać coś innego niż się zwykle miele się na forach i w telewizjach. Na początku informacja wydawała mi się tak istotna, jak cykl artykułów: „Jaki był ostatni posiłek skazanych na śmierć seryjnych zabójców”. Z odrazy i definicji nie idę za tytułami rodem z kolorowych pisemek, jednak coś mnie tknęło i wyjątkowo poszedłem…lekko zażenowany. Nie żałuję, bo poznałem wyjątkową historię, która jest doskonałemu materiałem do obalenia paru idiotyzmów. Chwaliłem się nieraz, że korzenie mam w połowie wiejskie, w połowie robotnicze, to też a propos tego, który się wychował na podwórku, ale na pewno nie na takim podwórku, gdzie przetrwać to za mało, żeby przeżyć. Od dziecka słyszałem dość proste recepty na życie i wśród nich znalazła się ludowa eugenika.



share

A na końcu ssak traci instynkt! Gdy jest bardzo źle z przedstawicielem gatunku naczelnych, to wcale nie rozum, ale instynkt jest ostatnią rzeczą, którą ssak traci. Brak instynktu jest coraz bardziej widoczny i to we wszystkich izbach, nie wiedzieć dlaczego zwanych salonami. Na stronie żydowskiego tabloidu pojawiły się dwa znamienne donosy. W pierwszym jakiś „wersokleta” zdaje relacje z bloga amerykańskiej turystki, który ma zawstydzić Polaków. Owa pożeraczka hamburgerów rysuje obraz Polski, który w dwóch trzecich zamieściłem w tytule. Niby nic nowego, a jednak główny beneficjent reklam ze spółek skarbu państwa nie zauważył, że zwyczajowy żydowski nacjonalizm, gardzący wszystkim co goja, poważnie się pokłócił z propagandowym dorobkiem nowoczesnej Polski, który jest z takim mozołem forsowany. Czy tej Amerykance nie można było pokazać Dreamlinera, Pendolino, Stadionu Narodowego i PGE Arena?

Strony