hołota



share

Świętej pamięci Prezydent Lech Kaczyński popełnił jeden duży błąd. Jako człowiek z klasą nie mógł zrozumieć skąd się biorą tacy „dziennikarze”, którzy w niemieckim szmatławcu pisali o „kartoflu”. Ten artykuł bardzo zabolał i Lech Kaczyński nie krył się ze swoimi uczuciami. Błąd i to poważny, który dostarczył wiele satysfakcji niemieckiej i polskiej dziczy, ale przede wszystkim tę dzicz nobilitował. Prezydent Polski i każdy poważny polityk polski powinien zachować stukilometrowy dystans do tego typu chuligaństwa. Tamtego czasu już niestety nie cofniemy Lech Kaczyński zapłacił najwyższą cenę za swój szacunek do Polski, ale tym bardziej trzeba wyciągnąć wnioski. Ostatnio się w niczym nie wyrabiam i trudno mi śledzić sprawy na bieżąco, jednak z tego co widzę po wieczornej prasówce jednym z topowych tematów jest jakiś wygłup podczas niemieckiego festynu.



share

Gdy się spojrzy na polską rzeczywistość pod odpowiednim kątem to bardzo trudno się nie podpisać pod bezlitosną oceną, że mamy do czynienia z zaściankiem, ciemnogrodem i bezgraniczną głupotą. Tak rzeczywiście jest, tylko przyczyny stanu rzeczy są zupełnie inne niż się usiłuje Polakom wbić do głowy. Po 1989 roku towarzysze szmaciaki wcześniej lub później przebrani za „opozycję” albo „młodą demokrację” wraz z byłymi kierownikami PGR, Polmozbytu i GSU zbudowali nową wersję elity. To towarzystwo jako pierwsze dostawało bony PKO do Pewxu i jeździło na Wegry do knajp ze striptizem. Oni na widok „elektrona” z kalkulatorem dostawali orgazmu w oczach. Oni popijali armeński koniak z lodem, oni zakładali krawaty ze sznurówki i strzygli się na Limahla. Cała ta buraczana prowincja peerelowska przesiadła się ze służbowych Polonezów do klejonych BMW, z kanciapy GS-u do biura Sp. z o.o. Józex & Stefex i z Trybuny Ludu do Gazety Wyborczej.