emocje społeczne



share

Inflacja wielkich kwantyfikatorów, hiperboli i innych śmieszności jest tak duża, że naród ziewa po każdej „Turcji”, „Białorusi”, „faszyzmie” i „nazizmie”. Gdyby jeszcze cała ta histeria dotyczyła jednej dziedziny, jednego zagadnienia, choćby wymiaru sprawiedliwości, no to taka ukierunkowana siła i ostrze propagandy miałyby szansę trafić w cel. Wiemy jednak, że inflacja dotyczy dosłownie wszystkiego, od kornika, przez konia z Janowa, dzika, Banasia, po muzułmańskim „emigrantów” i „polexit”. Nie każda propaganda ma wzbudzać niepokoje społeczne, wręcz można powiedzieć, że częściej propagandyści zajmują się tłumieniem emocji. Jednak w przypadku działań „opozycji” i medialnych tub wspierających „opozycję” jedyną strategią jest wzbudzanie, nawet nie emocji, tylko histerii.



share

Nie tak dawno popełniłem niepoprawnie optymistyczny tekst, w którym opisałem brak histerycznej mobilizacji w elektoracie. Prawdę mówiąc sam się zastanawiałem, czy to nie na siłę napisane i co gorsze, czy nie śmierdzi propagandą? Moje dylematy nie wynikały z odwalenia fuchy, takich grzechów staram się za wszelką cenę unikać. Przywiązuję wielką wagę do poważnego traktowania Czytelnika, bo oszukać można tylko raz, góra parę razy, potem nikt już nie będzie sobie oczu psuł, by czytać felietony oszusta. Niestety czasami coś się palnie lub przestrzeli i to też może być odczytane jako kłamstwo albo zaklinanie rzeczywistości, czego się właśnie obawiałem.