działanie



share

Wiem, wiem, temat staje się męczący, ale tym razem Bolek będzie tylko tłem, pozostawiam jego kapowanie ludzkiej pogardzie, bo sumienia i wstydu Wałęsa nie posiada. Spadł PiS-owi Bolek z nieba i nastała zasłużona chwila wytchnienia. Wszyscy publicyści, dziennikarze, eksperci, elektorat, a także zazwyczaj obojętni pożeracze pasztetu z „Biedronki”, mówią tylko o jednym i bardzo dobrze. Na niewinnego nie trafiło, no i w końcu demokracja sobie pożyje bez stresu, że jest zagrożona. Moment jest doskonały i mam nadzieję, że PiS prócz wytchnienia skorzysta z okazji, aby przepchnąć kilka nowych pomysłów, nie wyłączając czystek. W atmosferze histerii każda zmiana natychmiast jest przedstawiana jako zamach na swobody obywatelskie. Przysłuchując się krytyce programu 500+ można było nabrać przekonania, że Jarosław Kaczyński, w orędziu do narodu, zakomunikował podwyższone o 10% podatki, zabór mienia najmniej w połowie i przymusowe prace na rzecz wszystkich ministrów.



share

W szabas miałem zamiar zrobić sobie i Czytelnikom małe podsumowanie skaczące po kilku tematach, ale nie będę świętował i skupię się na najważniejszym. Po pierwsze szpiedzy głupcze! Z premedytacją parafrazuję hasło wyborcze Clintona, które zresztą sparafrazowano milion razy, żeby znów się porwać na cel ledwie widoczny. Mydlenie oczu publice, wciskanie do głów błogosławionych paradygmatów, o których słyszymy od narodzin po zgon, ma jedno zadanie – utrzymać Matrix. Wydarzenia kończącego się tygodnia przy namiastce suwerennych mediów, przy śladowej uczciwości intelektualnej „elit” powinny doprowadzić do rewolucji w tak zwanej świadomości zbiorowej, jeśli nie do rewolucji w ogóle. Przekaz „oszołomów” został podany na tacy, w oficjalnej wersji, i cóż się takiego stało? Zupełnie nic, publika przełączyła kanał gdzie leci „M jak miłość”.



share

Tak się kolejny raz przysłuchuję i poczytuję w kilku miejscach naraz o granicach demokracji, wolności słowa, o wyższości liberalizmu nad socjalizmem i narodowców nad piłsudczykami. Patrzę w te mądrości płynące z ekranu i łeb mi puchnie, po czym padam znudzony i wracam do swojego ulubionego zajęcia – myślenia, by podzielić się tym, co wymyśliłem. Łamię w dzisiejszym felietonie jedną z żelaznych zasad, która zakazuje mi pisania na temat administrowania portalem. Posuwam się tak daleko, żeby ponownie zwrócić uwagę na jałowość dyskusji o doborze środków, którymi nigdy nie osiągnie się celu. Doskonale zdaję sobie sprawę, co jest największą wadą, ale jednocześnie siłą portalu kontrowersje.net, rzecz jasna chodzi o zamordyzm administratora, który nie ma litości i wycina bez uprzedzenia. Co więcej administrator kontrowersje.net tnie według jednego kryterium – autorskie poczucie gustu i sprawności intelektualnej.