Donald Trump



share

Ruszyła maszyna po szynach i to od razu z kopyta, żadnej ospałości, tylko gaz i do przodu. Zaczęło się od zgubionego buta Pierwszej Damy, potem poleciało z górki. Siedział nie tak, podszedł nie tak, stał za krzywo, pochylił się za bardzo. Powiedział za dużo, nie powiedział o tym i o tamtym, a gdy się nie dało nic głupszego wymyślić, to do studia przyszedł ekspert od mowy ciała. Po „ekspertyzie” można było snuć dowolne historie, podobne do tych, że pijany generał wszedł do kokpitu i kazał lądować na brzozie. Tak z grubsza wyglądały wytężone wysiłki mediów opozycyjnych i reszty towarzystwa, które goni w piętkę.



share

Wyznawca to jest szczególny gatunek ślepca, który pójdzie wszędzie tam, gdzie wskaże bożyszcze i nawet jak zaryje łbem w ścianę, to będzie udawał, że żadnej ściany nie ma i łeb nie boli. W Polsce Donald Trump ma wielu wyznawców i stąd ta cała masa żałosnych komentarzy po spotkaniu z Putinem i bojowe zawołania, jak to „lewacka propaganda” rozsiewa „fejknewsy”. No nie, w tym przypadku lewacka propaganda w ogóle nie musiała się wysilać, wystarczyło obejrzeć wspólną konferencję przywódców USA i Rosji Radzieckiej, aby co najmniej kilkanaście razy złapać się za głowę.



share

Wizyta Donalda Trumpa w Polsce wywołuje niezdrowe podniecenie po wszystkich stronach sceny politycznej. Jeśli mam być szczery, jak zawsze, to mnie ta podnieta pod tytułem: „Odwiedza nas wielki brat zza wielkiej wody, to znaczy, że jesteśmy Ktoś”, trąci niesławną murzyńskością. Kompleks amerykański miały wszystkie opcje polityczne, nie wyłączając PZPR, właściwie PZPR miała największy kompleks. Z PiS jest podobnie, od lat mówi, że USA to nasz strategiczny partner i wielokrotnie PiS czynił zabiegi, aby się choćby na chwilę z prezydentem USA sfotografować. Tak to wygląda od strony ludzkiej i w ramach swobodnej oceny, która nie musi się przejmować dyplomatycznymi i politycznymi wymiarami.

Strony