diagnoza



share

Odwrócona hierarchia newsów działa bezbłędnie i bezwzględnie. Na pierwszym miejscu po raz tysięczny odgrzana aborcja, czyli młócka ideologiczna. Drugie miejsce zajęła butelka wody Żywca, z chlorem w środku. Tyle się można dowiedzieć z nagłówków, ale wystarczy zajrzeć do treści dnia i bez trudu znajdziemy prawdziwą rewelację. Sąd Najwyższy, który niedawno bawił się za publiczne pieniądze w laudacje dla „kasty”, wydał nieprawdopodobny wyrok i to w sprawie politycznej. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła nieprawidłowości w rozliczeniu kampanii i odrzuciła sprawozdania dwóch partii: Nowoczesna.pl i Partia Razem. W szczegóły i terminologię prawną nie ma sensu wchodzić, dość powiedzieć, że chodziło o przelewania pieniędzy z konta na konto. Razem i Nowoczesna złamały przepisy i przelały pieniądze bezpośrednio z konta partii na konto komitetu wyborczego.



share

Zanim Wojciech Cejrowski zbłaźnił się i obnażył ostatecznie w głośnej sprawie z bojkotem Empiku, wielu ludzi zarzucało mi co najmniej „czepienie się”, ale tak naprawdę zawiść i „frustrację”. Ostatnie dni przyniosły potwierdzenie mojej diagnozy, która jest banalna z jednej strony, ale wymaga odrobiny asertywności z drugiej. Przypomnę na jakiej podstawie stwierdziłem, że pajacujący Cejrowski jest wychowankiem RPIII trzymanym na krótkiej smyczy. We wszystkich wątpliwych przypadkach zawsze warto sobie zadać pytanie rozstrzygające: „Jak to możliwe, że wielcy kontestatorzy nie schodzą z łamów, ekranów i wielomilionowych premii za swoje występy?”. Cejrowski jest jednym z liderów sprzedaży książek, zarobił na tym biznesie grubo ponad milion złotych, o czym zapewne mało kto wie. Prócz pytań rozstrzygających można postawić pytanie rozsądne. A co to za grzech zarobić na książce?



share

Od czasu do czasu powracam do swojej hipotezy, a właściwie domysłu, którym staram się tłumaczyć spokój „układu”. Prawie wszyscy komentatorzy po prawej stronie są zgodni, że wiadome siły muszą namaścić następcę dogorywającego „lidera”, bo jakaś fasada władzy dla konkretnych interesów być musi. Podobna jedność myśli obowiązuje w prostej konstatacji, że następcy póki co nie widać i to jest coś absolutnie nowego. Panuje niespotykany spokój, nie widać żadnych nerwowych ruchów, chociaż już wiadomo na pewno, że obecnym rozdaniem dłużej niż do końca kadencji grać się nie da. Nawet nie chodzi o to, że nie ma sposobu na reanimację Tuska, przy jakichś nadzwyczajnych wysiłkach pewnie by się dało, jednak pytanie brzmi po co? Po pierwsze nakłady niewspółmierne do ewentualnych zysków, po drugie znacznie łatwiej i pewniej wyciągnąć nowego królika z kapelusza, który siłą debiutu da gwarancje na pierwsze lata, a potem się zobaczy.

Strony