Brunon K.



share

Co jakiś czas robię sobie podsumowanie spraw, o których było bardzo głośno i nagle zrobiło się cicho. Mam specjalną przegródkę w głowie, gdzie zapamiętuję jak to było i dlaczego się skończyło. Wyjmuję z przegródki trzy sprawy, jedną głośniejszą od drugiej, a trzecia to już w ogóle hit. Przyjmując hierarchię ważności od dołu w górę zaczynam od Brunona K. Pamiętamy wszyscy, że miało wylecieć w powietrze centrum demokracji polskiej, że oskarżony był antysemickim faszystą usiłującym zmienić system, przy pomocy środków wybuchowych. Wiedzieliśmy też, bo nam powiedziała Monika Olejnik, że celem zamachu była właśnie ta pierwsza dama polskiego dziennikarstwa opartego na: „ale proszę powiedzieć, ale no pytam się, pytam się pana, proszę powiedzieć”. Jak się sprawy mają dziś? Doszła informacja, że żadne nawozy i inne zapalniki z Alma Mater nie zniknęły, wszystko się z ewidencją zgadza.



share

O ile się nie mylę, najdalej na trzeci dzień od słynnej sprawy Brunona K., napisałem kilka zdań współczucia, które jakoś nie przyszły do głowy, ani obrońcom, ani atakującym nieszczęśnika. Wyraziłem wówczas pełne współczucia przekonanie, że Brunon K. ze zwykłego „szajbusa”, jakich w życiu i Internecie wielu, bo co dzień ktoś odpala w lesie niewybuch z II WŚ, tudzież saletrę, stał się „wariatem” nie do odratowania. Podtrzymuję w pełni swoje współczucie i dokładam środków wyrazów, chociaż widzę jakiś cień szansy dla Brunona. Dziś nie mam żadnych wątpliwości, że nieszczęśnik został złożony na ołtarzu i tak upadłej kariery esbeka Bondaryka. Wiele również wskazuje, że akcja miła przebiegać jeszcze bardziej spektakularnie, a jej ewentualne scenariusze przyprawiają o gęsią skórkę.



share

Mam trochę materiału komediowego ze sprawy Matka Kurka vs „państwo polskie”, ale doszedłem do wniosku, że się wstrzymam z publikacją do bardziej ciekawych momentów, a wiele wskazuje, że takim momentem będzie łóżko na oddziale zamkniętym. Pomyślałem sobie, że odstępując od szczegółowego opisu własnych przygód z „państwem polskim” zajmę się przygodami pozostałych obywateli oraz reakcjami zebranej publiczności. Trzy sprawy, w tym ta moja, i trzy odmienne reakcje, które do facto sprowadzają się do tego samego poziomu kultu totemicznego. Brunon K. do dziś był najbardziej aktualnym przypadkiem, ale pojawił się Artur Nicpoń na stronie głównej biuletynu żydowskich komunistów i już się ciężary gatunkowe poprzesuwały. Z szacunku dla chronologii zacznę mimo wszystko od Brunona K. Chyba nie ma nikogo, kto by się w tej kwestii nie wypowiedział i co zrozumiałe pierwsze komentarze musiały się skupiać na prymitywnej prowokacji ABW.