bolszewizm



share

Proponuję zupełnie inne spojrzenie na wydarzenia z ostatnich tygodni, które nie ukrywam siedzą mi na wątrobie, bo po prostu nie mam zamiaru się godzić na kulturkampf w wykonaniu kolarzy noszących rowery na plecach. Brak zgody oznacza, że zamiast się tłumaczyć dlaczego piję z kieliszka, nie z musztardówki, dlaczego siadam na rower, a nie wkładam „wiełasipied” na plecy, dlaczego w ogóle nie mam na ręce zegarka zamiast posiadać " 5 (piat) eliektornow z podswietliaczem”, mam nieodpartą ochotę zaatakować. Widzę jakąś niepojętą skromność i wpojone poczucie biedy z nędzą. Polacy zachowują się trochę tak jak ofiary molestowania w dzieciństwie i to przez przyszytych rodziców. Żydzi ścigają prześladowców po grób, a My usiłujemy tłumaczyć, że prześladowcy nie mają racji.Nie udało mi się nigdy usłyszeć, żeby „kamandir” przegryzający „spiryt” „sałem” powiedział coś podobnego: „Nu da, nam nada posmotrit w zierkało”.



share

Tak sobie myślę, bo lubię, że absolwent przyzakładowej wieczorówki mieszczącej się w Żyrardowie, chyba niewielką ma wiedzę na temat przedwojennego prezydenta Gabriela Narutowicza. Gdyby realnie socjalistyczny działacz, Leszek Miller, bardziej przykładał się do nauki, pewnie na wyższym etapie edukacji ogarnąłby jednoznaczne fakty, że Gabriel Narutowicz tyle miał wspólnego z bolszewickimi pomagierami i innym postępowo-internacjonalistycznym motłochem, co niejaki Piętak z internowaniem. Prawdopodobieństwo, że zmartwychwstały Narutowicz rozgoniłby internacjonalistyczną dzicz na wschód od swojej mogiły jest w tym wypadku synonimem pewności. Złośliwy los przygotował tak zabawne kontrasty, że grzechem byłoby nie przywołać komicznych spektakli. Nie kto inny jak nieuk z Żyrardowa i ten drugi ociężały umysłowo z Biłgoraja, byli i są najbardziej zaciekłymi krytykami „wiecowego podpalania Polski” i „zawłaszczania symboli”.

Strony