bolszewizm



share

Zwykły Internauta, co należy czytać jako komplement, przyjrzał się najnowszej produkcji z udziałem PO i Gazety Wyborczej pod tytułem „Hejt STOP”. W artykule opublikowanym przez biuletyn marksistów pojawiły się zdjęcia, jedno z nich jest ilustracją felietonu, drugie można znaleźć bez trudu pod hasłem: „GW i PO walczą z hejtem”. Jak widzimy jakaś świnia, cham i bydlak, napisał na świeżo odnowionej ścianie, za pieniądze z ukochanej Unii Europejskiej, że Mahomet to pedał i kurwa. Pytanie kim mógł być ten „hejter”? Naturalnie podejrzenia padają na „typowego Polaka-cebulaka”, czy też Prawdziwego Polaka. Tymczasem wspomniany internauta wziął zdjęcie pod mikroskop i wyszło mu, że napis został sporządzony w programie graficznym i na ścianie nigdy go nie było, co zresztą potwierdzają liczni mieszkańcy Warszawy, którzy korzystają z widocznej na zdjęciu stacji metra Wilanowska.



share

Ideolodzy i wyznawcy ideologii, w której nihilizm miesza się z relatywizmem, powymyślali też rozmaite dziwolągi użytkowe. Tytuł oczywiście nawiązuje do Yeti, czyli wydumanego potworka, który się nazywa „współczesny patriotyzm”. Pewne zjawiska w przyrodzie, dziękować Bogu, są stałe. Człowiek rozumny wie, że serce pompuje krew, a pęcherz zbiera mocz, pomyleńcom jest wszystko jedno, co w nich płynie i czym sikają. Patriotyzm współczesny nie istnieje, podobnie jak nie istnieje współczesna miłość, nienawiść, zazdrość, pożądanie. Pozamiatanie psiej kupy to się higiena nazywa, a płacenie podatków fiskalizm. Co innego współczesny bolszewik, ten żyje i ma się doskonale, bo od narodzin był tworem sztucznym, by na przestrzeni lat mutować i przeistaczać się w rozmaite poczwary. Na współczesnego bolszewika działają tylko i wyłącznie współczesne środki, dlatego nie ma sensu kombinować, wystarczy zastosować broń wyprodukowaną przez bolszewików.



share

Tekst o Orbanie był infantylny, emocjonalny i pozbawiony merytorycznej oceny. Czy ten pakiet recenzencki coś przypomina? No mnie bardzo, a najbardziej poranne sms-y do członków partii kierowane z centrum politycznego. Zacznijmy od podstaw, bo jak widzę i czytam, hasłowość i właśnie infantylność, w połączeniu z kibicowaniem, przykurzyła rozumy nawet wybitnie inteligentnych ludzi. Z jaką sytuacją mamy do czynienia i kto bierze udział w grze? Po jednej stronie klęczy przywódca małego 10 milionowego kraju, po drugiej siedzi car Rosji Radzieckiej. Obaj gracze skupieni wokół stołu zaczynają rozmawiać o interesach. Jaki biznes miał do zrobienia Orban? Tutaj zaczyna się pierwszy dramat i śmieszność kibiców Orbana. Otóż ten geniusz Balatonu miał do załatwienia, w skali interesu narodowego, absolutny banał. Chodziło o głupi kontrakt gazowy na kilka lat za głupie trzy miliardy. Putin wziął ze sobą tylko ten jeden argument, resztą mu się nawet nie chciało grać.

Strony