Biedroń



share

Prawie wszyscy komentatorzy polityczni wpadają w pułapkę prostych skojarzeń i analogii, sam się staram tego unikać, ale mądrych na to nie ma. Napiszę uczciwie, że „Wiośnie” Biedronia, zwłaszcza w wyborach europejskich, jeszcze parę tygodni temu dawałem więcej niż mają w tej chwili. Wydawało mi się, że skrajnie lewacki projekt ma potencjał w okolicach 12%, tak przecież było z „Twoim Ruchem” i nieco gorzej z „Nowoczesną”, choć w tym przypadku specyfika tworu była nieco inna. Okazało się jednak, że wskakiwanie drugi raz do tej samej rzeki, żeby się infantylnie i radośnie ochlapać „świeżością” nie daje pożądanych rezultatów.



share

Przepraszam bardzo, bo być może było oczekiwanie, że zajmę się najbardziej palącą sprawą, którą żyją media i celebryci Internetu. Nie, nie zajmę się kierowcą Brudzińskiego i całą tą wielopiętrową aferą, nie podam też przyczyn pominięcia tematu, z szacunku dla własnej i czytelniczej inteligencji. Zaciekawiło mnie coś zupełnie innego, chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nudny odcinek tego samego serialu. Bezradność „opozycji” rzeczywiście jest do bólu przewidywalna, ale tym razem dzieje się to w samym środku kampanii i dostarcza wielu cennych informacji.



share

Od pewnego czasu słyszę, że wybory do PE to test dla PiS i jeśli nie potwierdzi się potencjał wyborczy z 2015 roku, to nastąpi przełom i późniejsza przegrana w kluczowych wyborach na jesieni. Prostowałem tę brednię jakieś 123 razy i sprostuję 124. Wystarczy spojrzeć na ordynację wyborczą, aby wiedzieć, że w wyborach do PE gra z definicji toczy się na remis. Do obsadzenia mammy 51 mandatów w 13 okręgach. Na starcie wiadomo, że i PiS i POKO mają po 13 mandatów, bo nie ma takiej możliwości, aby w którymś okręgu przynajmniej jeden kandydat się nie załapał.

Strony