Biedroń



share

Walnąłem wyświechtany żarcik w tytule, bo dokładnie tak widzę ostateczny kształt „koalicji lewicowej” pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej. Robię sobie jaja również dlatego, że daleki jestem od zachwytów nad geniuszem Czarzastego, który rzekomo ograł Schetynę, a potem rozegrał Zandberga i Biedronia. „Myślę, że wątpię”, aby to był plan i przegotowana intryga oparta o niuanse prawne, w przypadku startu w wyborach do sejmu i w wyborach europejskich też nie widziałem żadnej przenikliwości. No, ale poukładajmy te klocki, żeby nie było typowych dla Internetu pytań: „Jakieś argumenty, czy tylko inwektywy?”.



share

Zaraz po wyborach europejskich popełniłem profetyczny tekst, w którym zawarłem tezę o rodzącym się systemie dwupartyjnym. Wiele oryginalności i wysiłku intelektualnego w taką diagnozę wkładać nie trzeba, to się praktycznie rodzi na naszych oczach i gołymi oczami da się proces zauważyć. Wiadomo jednak, że największe oczywistości w zdarzeniu z polityką nabierają groteskowych komplikacji. Jeszcze parę chwil temu Biedroń biegał po mediach i krzyczał, że jest nową siłą i żadnych sojuszy z POPiS-em nie będzie, dziś prosi o litość, bo poza systemem dwupartyjnym dokona politycznego żywota.



share

Prawie wszyscy komentatorzy polityczni wpadają w pułapkę prostych skojarzeń i analogii, sam się staram tego unikać, ale mądrych na to nie ma. Napiszę uczciwie, że „Wiośnie” Biedronia, zwłaszcza w wyborach europejskich, jeszcze parę tygodni temu dawałem więcej niż mają w tej chwili. Wydawało mi się, że skrajnie lewacki projekt ma potencjał w okolicach 12%, tak przecież było z „Twoim Ruchem” i nieco gorzej z „Nowoczesną”, choć w tym przypadku specyfika tworu była nieco inna. Okazało się jednak, że wskakiwanie drugi raz do tej samej rzeki, żeby się infantylnie i radośnie ochlapać „świeżością” nie daje pożądanych rezultatów.

Strony